Rzecz dotyczy dwóch drzew jeszcze niedawno stojących przy krzyżu na ulicy Filipa Pieli. Miasto właśnie realizuje tam od lat wyczekiwany przez mieszkańców remont. Miała być wielka radość, bo droga była w naprawdę fatalnym stanie. Póki co jest dużo goryczy i żalu.
Jak twierdzi radny miejski i przewodniczący rady osiedla Tomasz Scheller, podczas konsultacji poprzedzających inwestycję mieszkańcy mieli szereg uwag co do zakresu prac i dotyczyły one także drzew rosnących przy krzyżu. Precyzując - był to kategoryczny sprzeciw wobec zamiaru ich wycięcia. Dla mieszkańców Słąwięcic nie są to bowiem zwyczajne drzewa.

Radny zapewnia, że ze strony urzędu miasta wielokrotnie otrzymywał zapewnia o pozostawieniu drzew. A jednak czekała go przykra niespodzianka. Oba zostały usunięte. Scheller dowiedział się o tym, gdy było już za późno na interwencję. Zamiast drzew podczas spaceru w święto Trzech Króli zobaczył już tylko kupkę pociętego drewna. Radny jest rozgoryczony, że nie nikt nie poinformował go o zmianie decyzji. Żąda także wyciągnięcia konsekwencji wobec osoby, która podjęła decyzję o wycince.
Dlaczego doszło do wycinki? O to zapytaliśmy Jarosława Jurkowskiego z urzędu miasta, który zaznacza, że cała sprawa wcale nie jest tak jednoznaczna, jak przedstawił ją Tomasz Scheller, a i nie bez znaczenia jest rola proboszcza kościoła w Sławięcicach.
- Podczas kontroli nasadzeń zastępczych na cmentarzu w Sławięcicach 21
września ub.r. pracownikowi urzędu miasta została przekazana przez księdza
proboszcza tamtejszej parafii i mieszkańców opiekujących się krzyżem na ul. Pieli informacja odnośnie złego stanu otaczających go lip drobnolistnych i
wskazanego (w opinii mieszkańców) ich usunięcia jeszcze przed ukończeniem
przebudowy drogi, by nie niszczyć w przyszłości nowego asfaltu. Oględziny
potwierdziły zły stan lip - pęknięcie jednej i opanowanie obu przez
pasożytniczą jemiołę, co wywołało ich zamieranie - wyjaśnia Jarosław Jurkowski.
Grunty wokół drzew miał być bardzo ubite przez przejeżdżające samochody, co utrudniało przedostawanie się wody do systemu korzeniowego i było jedną z przyczyn złej kondycji lip. Pierwotne plany remontowe rzeczywiście zakładały pozostawienie niewielkiego skrawka odkrytego gruntu wraz z drzewami. Po analizie urzędnicy doszli jednak do wniosku, że niezbędne prace ziemne podczas remontu jeszcze bardziej osłabiłyby system korzeniowy nadwątlonych roślin, co przyśpieszyłoby ich obumieranie, a w przyszłości i tak oznaczało konieczność wycinki. Dlatego też ze względów przyrodniczych, sanitarnych oraz bezpieczeństwa urząd miasta wystąpił do starosty powiatu z wnioskiem o wydanie zezwolenia na usunięcie obu drzew.
- 18 grudnia gmina Kędzierzyn-Koźle uzyskała je, wraz z pozytywną opinią regionalnego dyrektora ochrony środowiska w Opolu - informuje Jurkowski, przytaczając fragment uzasadnienia decyzji:
"W koronie drzew widoczna duża ilość owocników jemioły. W części odziomkowej lipy nr 4 widoczne są wypróchnienia, co powoduje deprecjację drewna, a w przyszłości będzie prowadzić do jej zamierania. Drzewa są zamierające i nie rokują szans na przeżycie, z
przyczyn niezależnych od posiadacza nieruchomości. Wobec powyższego lipy
zostały zakwalifikowane do usunięcia."
Podobnej treści odpowiedź od wiceprezydenta Artura Maruszczaka radny Scheller dostał także na swoją interpelację. Już skomentował ją, że to "szczyt hipokryzji", uznając, że odpowiedzialność za wycinkę urząd przerzuca na niego i księdza.
Jakkolwiek skończy się ten spór, raz wyciętych drzew przywrócić się już nie da.
Napisz komentarz
Komentarze