
- Nie wiedziałam, co dzieje się za murami, było to przerażające, myślałam, że ktoś rzucił bombę. Byłam pewna, że to już mój koniec – opowiada roztrzęsiona staruszka.
- Do domu Pani Heleny nie szło nawet wejść. Na podwórku było wszystko, części szopy, dachówki, a na tym wszystkim kawałki waty szklanej. Wyglądało jak po bombardowaniu. Widok elewacji mrozi krew w żyłach, do teraz są w nią wbite jak noże kawałki dachówek – opowiadają sąsiedzi.

Jak relacjonują mieszkańcy, podczas wczorajszej wizyty wojewody opolskiego Adriana Czubaka padły deklaracje o pomocy dla pani Heleny. Budynek jest ubezpieczony. Niezwykle ważny jest teraz czas uzyskania odszkodowania, aby jak najszybciej rozpocząć prace remontowe.
- Szukamy firmy, która zajmie się remontem, lecz nie jest to takie proste. Takie rzeczy trzeba załatwiać dużo szybciej. Wojewoda opolski zaproponował postawienie kontenera mieszkalnego, lecz zrezygnowaliśmy. Obiecano nam jak najszybszy remont, wiec tego się póki co trzymamy. Chcemy, aby pani Helenka jak najszybciej mogła wrócić do swojego domu. Ona jest psychicznie załamana, musimy na nią uważać – mówią sąsiedzi.
Staruszce zaproponowano zamieszkanie na czas remontu w Domu Pomocy Społecznej, jednak kobieta nie chce się na to zgodzić.

- W tym domu mieszkała moja mama, ja się tu urodziłam, dorastałam i wciąż mieszkam. To mój dom. Nie wyobrażam sobie być gdzie indziej. Nie mam już sił na przeprowadzki, moje miejsce na ziemi jest tutaj – dodaje pani Helena.
Póki co zamieszkała z bliskimi sąsiadami. Popierają jej decyzję o pozostaniu w Landzmierzu.
- Starych drzew się nie przesadza, to święta prawda. Dla niej przeprowadzka nawet na krótki czas może skończyć się źle. Ona ma 90 lat i nigdy nie mieszkała w innym miejscu – podkreślają mieszkańcy.
Sąsiedzi martwią się o staruszkę, bo to, co się stało to dla niej ogromne przeżycie emocjonalne. Pani Helena często znika i wtedy znajdują ją właśnie przy zniszczonym domu. Płacze, nie mogąc zrozumieć, dlaczego coś takiego spotkało ją u schyłku życia.


Napisz komentarz
Komentarze