- Nigdy nie piszę pod czytelnika. Nie piszę po to, by dotrzeć do jakiejś grupy docelowej. Piszę po to, by dowiadywać się różnych rzeczy o świecie. Reportaż literacki jest do tego świetnym narzędziem. To ciężka praca, ale w zupełnie innym rozumieniu niż praca fizyczna. Dla mnie to wysiłek dający ogromną przyjemność, zarazem wymagający podejmowania bardzo różnych działań - opowiadał o swoim warsztacie Filip Springer. - Samo pisanie jest procesem przyjemnym, bardzo lubię pisać. Sam akt pisania to jakby konsumowanie całej tej ciekawości, którą się miało po drodze. W tym procesie nie ma czytelnika i nie może go być. Jest tylko ciekawość. Jeśli coś mnie nie interesuje, to choćby czytelników były miliony, ja o tym nie napiszę - zapewniał.
Springer nie wyjechał z Kędzierzyna-Koźla z pustymi rękoma. Na koniec spotkania Michał Nowak wręczył mu mapę Kędzierzyna-Koźla oraz książkę "Narodziny miasta" Stefana Nowakowskiego.








Napisz komentarz
Komentarze