Z ulicy gniazda praktycznie nie było widać. Prowadził do niego jedynie niewielki otwór tuż pod samym dachem. Dla Grzegorza Baranowskiego ze specjalistycznej firmy, która w czwartek zjawiła się na miejscu, taka sytuacja to nie pierwszyzna. Do pracy przystąpił w specjalnym kombinezonie chroniącym przed ukąszeniami. Do gniazda dostał się po drabinie, po czym, powiększając otwór, fizycznie je usunął. Rzecz jasna krążące wokół zdezorientowane owady nie były tym zachwycone i atakowały intruza. Na koniec nisza została zabezpieczona specjalnym środkiem chemicznym odstraszającym owady.




Napisz komentarz
Komentarze