„Żyłem każdą chwilą”. Fefe wspomina dwa lata spędzone w Kędzierzynie-Koźlu

0

Za chwilę rozpoczną się przygotowania do nowego sezonu, ciężka praca zawodników i sztabu trenerskiego. Zanim jednak całkowicie poświęcimy się realizacji nowych celów, chcemy raz jeszcze spojrzeć wstecz i wspomnieć dwa złote lata ZAKSY, które na zawsze pozostaną w sercach kibiców. O tym rozmawiamy z osobą, która bezpośrednio przyczyniła się ostatnich sukcesów.

Za panem dwa wyjątkowe sezony w spędzone w Kędzierzynie-Koźlu. Teraz, z perspektywy czasu, jak podsumowałby pan ten okres pracy? Które momenty zapadły panu szczególnie w pamięć?

Ferdinando de Giorgi: – O tych dwóch sezonach możemy mówić patrząc z wielu różnych perspektyw. Na pewno wyniki, jakie osiągnęliśmy, były naprawdę dobre, graliśmy dobrą siatkówkę. Ale co ważne, nawet przy problemach jakie się pojawiały na przestrzeni tego czasu, utrzymywaliśmy naszą ciągłość gry. Wyjątkowa była również codzienna praca, fakt, że wszyscy zgodnie zmierzaliśmy w tym samym kierunku. To wsparcie było odczuwalne, nie tylko w zespole, wśród zawodników, sztabu, czy w klubie, ale również ze strony naszych fanów. Ciężka i intensywna praca została nagrodzona. Na koniec tego okresu pracy mogliśmy cieszyć się niesamowitym wynikami, podwójnym mistrzostwem Polski i triumfem w Pucharze Polski.

Tym najpiękniejszym momentem dla pana była obrona tytułu mistrzowskiego?

-Żyłem każdą chwilą. Jasne jest, że każdy z momentów, w którym realizowaliśmy nasze cele był piękny i wyjątkowy. Moim zdaniem w drugim roku mojej pracy z ZAKSĄ było nieco trudniej. To jest jednak normalne, że po zdobyciu tytułu mistrzowskiego obrona trofeum zawsze jest cięższa. Utrzymanie wysokiego poziomu gry, do jakiego przyzwyczailiśmy kibiców również nie należało do najłatwiejszych. Patrząc na same rezultaty możemy powiedzieć, że ten drugi sezon był bardziej udany od pierwszego, ponieważ zdobyliśmy też Puchar Polski. Było więcej pracy, ale więcej satysfakcji.

Trudnym momentem z perspektywy szkoleniowca zawsze są urazy kluczowych zawodników. Brak Kevina Tillie był największą problemem, na jaką pan natrafił w tym okresie?

Na pewno nie był to łatwy czas dla nas, jednak od pierwszego dnia mojej pracy z ZAKSĄ koncentrowaliśmy się na tym aby zbudować zespół, grupę zawodników, w której każdy musi być gotów wejść na boisko. Mieliśmy więc chwilę na reakcję, przystosowanie się do tej sytuacji. Wiedzieliśmy, że to nas nie zatrzyma, bo cały czas wszyscy pracowali.  Zawodnicy zareagowali właściwie i chwała im za to. Na tyle na ile to było możliwe zachowaliśmy równowagę. Momentem, który uznałbym za najgorszy albo najtrudniejszy, był raczej mój pierwszy finał Pucharu Polski z ZAKSĄ i przegrany tie-break…

Ta porażka, mimo że bolesna, mogła być momentem przełomowym?

-Jak najbardziej. Chociaż do dziś pamiętam to rozczarowanie, mieliśmy szansę wygrać, byliśmy blisko. Z perspektywy czasu uważam jednak, że to był moment, który wzmocnił zespół. Ta porażka pozwoliła nam się rozwinąć jako drużynie. Wszystko zależy od tego jak zespół podnosi się po takiej przegranej. Są takie mecze, z których mimo porażki można wynieść dużo więcej.

Bilans zwycięstw i porażek ZAKSY Kędzierzyn-Koźle w ostatnich dwóch latach był imponujący. To chyba wynik, jakiego pozostali trenerzy mogą panu pozazdrościć…

-To rezultat prawie idealny i z przyjemnością się pod nim podpisuję (śmiech). To się łączy z tym, o czym wcześniej wspomniałem, czyli utrzymywaniem dobrej dyspozycji na dłuższej przestrzeni czasowej, a nie jest to często spotykane i sam nie uznałbym tego za normę. My byliśmy w stanie to zrobić, ponieważ każdy zawodnik dawał z siebie maksimum. Zachowanie jakości gry i kolejne wygrane nie przyszły jednak łatwo. Poza samym bilansem zwycięstw, dodajmy że sporo meczów wygrywaliśmy przy rezultacie 3:0, nie jestem w stanie powiedzieć jaki to był procent spotkań, jednak było tych meczów sporo. Rzeczywiście nie zdarza się to często, nie mówię tu tylko o swojej pracy szkoleniowej, ale ogólnie o rezultatach trenerów.

Pana  przygoda w Kędzierzynie-Koźlu dobiegła końca. Pozostał jakiś niedosyt czy raczej poczucie wypełnionej misji?

Jestem przekonany, że daliśmy z siebie wszystko. Oczywiście zawsze towarzyszą jakieś myśli, że coś jeszcze można by poprawić, zmienić, jednak ten zespół wygrał wszystko, co mógł. Podwójna korona zdobyta w ostatnim sezonie jest najlepszym dowodem na to. Czego mógłbym chcieć więcej?

Postawił pan wysoko poprzeczkę swojemu następcy. Od nowego sezonu na ławce trenerskiej ZAKSY zobaczymy Andreę Gardiniego. Nowy trener mistrzów Polski rozmawiał z panem przed podpisaniem kontraktu?

Andrea nawet żartował, że z tym naszym bilansem zwycięstw zostawiłem go w trudnej sytuacji. Oczywiście, że rozmawialiśmy, znamy się bardzo dobrze. Graliśmy razem przez wiele lat w kadrze narodowej. Jestem przekonany, że to bardzo dobry trener, dołącza do dobrze zorganizowanego środowiska i klubu. Nie zaczyna więc od zera, a to na pewno jest istotne z perspektywy szkoleniowca. Jak najbardziej Andrea pytał mnie o sytuację kadrową, o to kto z zawodników ma ważny kontrakt i na pewno zostanie w drużynie, na jakich pozycjach można spodziewać się zmian – to wszystko jest jednak normalne. Jestem przekonany, że ZAKSA będzie w dobrych rękach, a Andrei życzę powodzenia.

Pomijając aspekty typowo sportowe, jak wyniki i trofea, ten czas spędzony w Kędzierzynie-Koźlu będzie pan wspominał dobrze?

-Było mi tu naprawdę wspaniale. Chciałbym bardzo podziękować Sebastianowi Świderskiemu, bo dwa lata temu, kiedy wszystko się zaczynało, dał mi szansę bycia częścią zespołu, obdarzył mnie dużym zaufaniem. Znając Sebastiana już wtedy wiedziałem, że mogę oczekiwać znakomitych warunków pracy. Później przyszło pierwszych 10 dni z zespołem, kiedy mogłem zobaczyć jak to wszystko będzie wyglądało i wiedziałem, że dobrze trafiłem. Kędzierzyn-Koźle jako miasto będę wspominał równie dobrze, spotkałem miłych i życzliwych ludzi, nie nachalnych, dumnych z klubu i zespołu. Z przykrością opuszczałem to miejsce, jednak to jest jeden z niełącznych elementów pracy trenera, gdzie pewien etap się kończy, aby mógł się rozpocząć kolejny.

Jest coś, za czym będzie pan szczególnie tęsknił?

-Trudno wymienić jedną konkretną rzecz, powiedziałbym raczej, że będzie mi brakowało całokształtu – tego bycia razem. Kędzierzyn-Koźle nie jest wielkim miastem. Nie ma więc jakichś niesamowitych wydarzeń, jednak będę tęsknił za rzeczywistością dnia codziennego. To bardzo ciche, spokojne miejsce do życia, ale jednocześnie żyjące siatkówką. Ta kombinacja czyni to miasto wyjątkowym.

Mimo zakończenia tego etapu pozostaje pan w środowisku polskiej siatkówki. Sentyment do ZAKSY pozostanie?

– Są wydarzenia piękne, które wypełniają nasze serca i zostają w nich na zawsze. ZAKSA ma w moim sercu szczególne miejsce, bo wszystko co tutaj się wydarzyło, jest ważnym etapem mojej profesjonalnej kariery. ZAKSA zawsze będzie dla mnie ważna.

Źródło: Zaksa.pl

Skomentuj