Żukiem po Polsce. Rodzina z Kędzierzyna-Koźla wyruszyła w niezwykłą wakacyjną podróż

10

Rodzina Gajdów z Kędzierzyna-Koźla wybrała się w niezwykłą podróż po Polsce kilkudziesięcioletnim żukiem. Klasyk rodem z PRL-u jest podczas dwutygodniowej trasy nie tylko środkiem transportu, ale również domem. Wspólnie z dwójką swoich pociech postanowili zwiedzić mniej znane oblicza Polski.

Anna Gajda i Maciej Gajda to niezwykłe osobowości, których połączyła miłość do starych kultowych samochodów. To właśnie na zlocie garbusów się poznali i po raptem pięciu spotkaniach postanowili się pobrać. Teraz pasją do starych samochodów zarażają dwójkę swoich dzieci: 12-letnią Natalię i 11-letniego Michała.

– Nasze dzieci kochają stare samochody. One nie obracają się na mieście za wypasionymi, nowymi furami. W szaleństwo wpadają, gdy widzą ładę, malucha, czy dużego fiata – przyznaje Anna Gajda.

Nic w tym dziwnego, że idealnym pojazdem, który spełnił wymagania rodziny, jest właśnie żuk. Samochód jest nie tylko sentymentalną perełką z minionych lat, lecz również całkiem pakownym pojazdem, co dla czteroosobowej rodziny jest bardzo ważne.

Żuk do rodziny Gajda trafił dwa lata temu i już wtedy pierwszy raz pojechali nim na wakacje, pokonując ponad 3 tysiące kilometrów. Drobniejsze naprawy wykonali sami. Dostosowali również wnętrze do swoich potrzeb.

– Berger Polska Sp. z o.o, firma, w której pracuję, bardzo nas wsparła w tych niecodziennych podróżach. Otrzymaliśmy dofinansowanie, dzięki któremu kupiliśmy opony terenowe i przerobiliśmy nieco środek.  Mamy wstawione siedzenia z autobusu z pasami dla naszych dzieciaków. Samochód to typowa klasyka na silniku Andoria. Żuk jest niezawodny, jeździmy na przegląd i często nowsze samochody zostają odrzucane, a nasz zawsze przechodzi badanie bez problemu. Oczywiście zdarzają się drobne awarie, ale sami sobie z nimi radzimy. Zresztą, to nie jest wypucowane auto, którym wyjeżdżamy tylko na wakacje. Mój mąż jeździ nim w ciągu roku do pracy – mówi Anna Gajda.

Rodzina nocuje albo w żuku, albo na polu namiotowym, wszystko zależy od tego, kiedy i czy w ogóle są możliwości na nocleg. Samochód jest na tyle pakowny, że spokojnie mieści się w nim również jedzenie i woda.

– Jeździmy bocznymi drogami, bo tak lubimy, chcemy jak najwięcej pokazać naszym dzieciom, a na trasach szybkiego ruchu, autostradach nie można za wiele zobaczyć. Zjeżdżając z głównych szlaków, często zatrzymujemy się, by coś zobaczyć i to jest najfajniejsze. Na Mazurach jest o tyle fajniej, że wjeżdżasz totalnie w las lub jakąś puszcze i jedziesz tak kilka kilometrów, a wtedy nagle okazuje się, że pojawiasz się w miejscowości, gdzie jest zaledwie kilka domków. Uwielbiamy jeździć waśnie takimi rzadko uczęszczanymi trasami – tłumaczy Anna Gajda.

Piotrków Trybunalski, Łódź, Malbork, Braniewo, Biebrzański Park Narodowy, Białystok, Lublin, Kielce… To tylko kilka z długiej listy miejscowości, które rodzina przemierzyła w żuku. Jak opowiada Anna Gajda, niesamowite jest to, z jaką sympatią reagują na ich widok napotkani ludzie.

– Miło jest nam, jak widzimy te wszystkie spojrzenia. Ludzie podchodzą do nas, rozmawiają i robią zdjęcia. Cieszymy się, że tak reagują na naszego żuka – dodaje Anna Gajda.

Jak deklaruje państwo Gajda, to nie koniec wypraw żukiem. Już planują kolejne wakacje i kolejne rodzinne wycieczki oczywiście w ich ukochanym, zielonym klasyku, który już od dwóch lat jest częścią rodziny.

10 KOMENTARZE

  1. można tylko zazdrościć w dobrym słowa znaczeniu też bym tak chciał by moje dzieci poznały chwile z rodziną zwiedzając Polskę tą spokojną bez wyścigu odwiedzcie ścianę wschodnią lubelszczyzny Włodawa Sławatycze Kodeń tam czas płynie jeszcze powoli naprawdę

  2. Super sprawa Maciek. Znam podobnie nakręconego pozytywnie Pana Artura z K-K, który rowerem!! w wakacje pokonuje trasę nad morze. 3 dni i już odpoczywa na wydmach naszego pięknego Bałtyku! Jest moc-Atol!

Skomentuj