Zareagował, gdy inni odwracali głowy. Policjant uratował starszą kobietę

4

Starsza pani, idąc do ogródka po pietruszkę, przewróciła się i upadła między tuje na swojej posesji. Dzień był chłody i wietrzny, a ona nie była w stanie sama się podnieść. Kiedy inni odwracali głowy, zatrzymał się on, policjant, który wracał z wędkowania. Nie zastanawiał się, po prostu pomógł staruszce.

Wojciech Drozd, na co dzień funkcjonariusz policji w Kędzierzynie-Koźlu, wracał do domu po poranku spędzonym na wędkowaniu. Jadąc samochodem, zauważył na posesji jednego z domów leżącą między tujami starszą kobietę.

Nie mogłem od razu gwałtownie zahamować, bo za mną jechały inne samochody. Zjechałem w bezpiecznym miejscu i zawróciłem. Podszedłem do kobiety, leżała na plecach w tujach, nie miała siły się podnieść. Pomogłem jej wstać, zapytałem, co się stało. Odparła, że chciała zerwać sobie pietruszki na obiad i przewróciła się. Samodzielnie nie potrafiła się podnieść, próbowała wesprzeć się bramą, jednak nie miała wystarczająco sił. Podniosłem ją, odprowadziłem do domu, nazrywałem pietruszki i upewniłem się, że wszystko jest z nią w porządku. Nie skarżyła się na żadne dolegliwości – opowiada Wojciech Drozd.

Do tej sytuacji doszło w poniedziałek 16 grudnia przed południem na osiedlu Rogi. To był chłodny i wietrzny dzień, kobieta leżała na ziemi dość długo, była bardzo przemarznięta. Gdyby nie pomoc policjanta, nie wiadomo, jak skończyłaby się ta historia. Tym bardziej, że, jak zdradza pan Wojciech, niestety wiele osób mijało leżącą kobietę, każda z nich się obracała, jednak nikt nie zatrzymał się, aby pomóc.

Bardzo dobrze to pamiętam. Mijały ją samochody, bus, który zwolnił, pasażerowie się oglądali za siebie, człowiek na skuterze również patrzył się na leżącą kobietę. To było dla mnie przykre, bo nikt z nich się nie zatrzymał… – wspomina pan Wojciech.

Dzielnego pana Wojciecha udało się odnaleźć dzięki interwencji rodziny starszej pani. Poproszono nas o umieszczenie postu z informacjami o zdarzeniu i apelem o ujawnienie się osoby, która pomogła staruszce. Informacja rozeszła się w błyskawicznym tempie i trafiła do naszego bohatera.

Nie uważam się za bohatera, zrobiłem po prostu to, co należy zrobić. Każdy człowiek powinien zareagować w takich chwilach. Ujawniłem się, bo informacja podana na portalu dochodziła do mnie z różnych stron. Planuje niebawem odwiedzić tę panią – dodaje.

4 KOMENTARZE

  1. LUDZKA BEZDUSZNOŚĆ JEST OKROPNA.CZŁOWIEK DLA CZŁOWIEKA WILKIEM.JAK SIĘ POMOZE CZŁOWIEKOWI W POTRZEBIE,TO JESZCZE SIĘ PATRZĄ,JAK NA ,,WARIATA”.PRZYKŁAD IDZIE Z DOMU.

  2. 20 lat temu, świeżo po urodzeniu syna wybrałam się w niedzielę na spacer. Gdy wracałam ulicą Piastowską, zakręciło mi się w głowie i na krótką chwilę straciłam przytomność. Upadając skręciłam kostkę. Gdy się ocknęłam, przechodzili obok mnie ludzie wracający z kościoła. Było koło południa. Ja byłam czysta, zadbana, nie wyglądałam na pijaną. Nie potrafiłam się podnieść, ponieważ byłam strasznie słaba. Nie leżałam w krzakach, tylko siedziałam na chodniku. Nikt nie zapytał, czy mi pomóc, nikt nie podał mi ręki. W końcu wstałam i ze skręconą nogą dokuśtykałam do domu. Do dziś pamiętam tę ludzką bezduszność.

Skomentuj