Z cyklu „Spojrzeć głębiej”: Otaczają mnie płomienie

0

Arek to już trzeci bohater kampanii społecznej „Spojrzeć głębiej”, poruszającej temat mieszkańców Kędzierzyna-Koźla mierzących się z różnymi dysfunkcjami, w tym niepełnosprawnością. Na co dzień zamknięty w sobie, walcząc z ogromnym stresem, zgodził się opowiedzieć o swoich problemach, by pozwolić ludziom je poznać i zrozumieć. Tylko jak przedstawić depresję w poważnym świetle, jeżeli ona sama w społeczeństwie nie jest brana „na poważnie”?

Nie jestem nieśmiały

Arek to dwudziestolatek, który uczęszcza do Liceum Ogólnokształcącego nr 1 im. Henryka Sienkiewicza. Chociaż ma wiele zainteresowań i jak każdy człowiek jest godny uwagi, sam o sobie mówi: „nikt ważny”. Unika grup ludzi, dobrze czuje się w domu. Dużo czyta, ogląda filmy i słucha muzyki – lubi Glukhovsky’ego, Marvela i Marilyna Mansona. Gra na gitarze, udziela się w mediach społecznościowych, sprawdza newsy związane z sytuacją polityczną kraju, można więc wyjść z założenia, że jest z nim o czym rozmawiać, a jednak rozmawia się z nim trudno. W czasie wywiadu mówi spokojnie i po cichu, waży każde słowo i nie jest wylewny. Na część zadanych pytań Arkowi bardzo ciężko jest odpowiedzieć, dużo przemilcza. Dlaczego?

– W moim przypadku to nie jest nieśmiałość. To fobia społeczna i depresja – tłumaczy otwarcie, a jednocześnie bardzo skrycie, jakby bardziej do samego siebie niż do kogoś obok. – Wyobraź sobie, że każdy człowiek to płomień. Kiedy jest jeden, nie panikujesz, jeszcze nie uciekasz. Ale kiedy zaczynają cię one otaczać, to co robisz? No właśnie. Tak właśnie się czuję. Otaczają mnie płomienie.

Dodaje, że nowe znajomości, nowe doświadczenia takie jak na przykład dojazd do Sławięcic na sesję zdjęciową zorganizowaną na potrzeby kampanii są dla niego bardzo mocno stresujące. Każdy jego dzień to ogromna walka ze swoimi słabościami, lękiem, obawą przed wyjściem z domu, zmierzeniem się ze zwykłymi codziennymi sprawami. Trudno zrozumieć, że młody chłopak – na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że nie mający większych problemów – walczy ze sobą każdego dnia. Zdrowemu, zwłaszcza młodemu człowiekowi ciężko pojąć, jak można nie chcieć wyjść z domu, spotkać się ze znajomymi, zaszaleć gdzieś, wyjechać. Jak można stresować się zwykłą rozmową?

– Przyszedłem tu, bo obiecałem, że to zrobię, i nie chciałem wyjść na niesłownego. Ale to duży stres. Stresuję się zawsze, kiedy mam wyjść z domu. Muszę mieć wszystko zaplanowane. Wiedzieć, na który przystanek idę którą drogą. Jeżeli chodzę po sklepie – zwykle między tymi samymi regałami. Zanim pójdę do kina, pytam siebie, jak bardzo zależy mi, by zobaczyć akurat ten film. Siadam daleko od ludzi. Zdarza się, że małe rzeczy sprawiają, że odpuszczam. Źle ułożone włosy, wizja zbyt długiej do przebycia trasy, złe ubrania. Szukam pretekstów, by czegoś nie robić. Jednak teraz się trochę zmusiłem, nie chciałem być chamski.

Organizatorzy kampanii bardzo doceniają wysiłek Arka i jego szczerość. Arek w trakcie rozmowy często ścisza głos do tego stopnia, że przypomina on szept, w który trzeba się mocno wsłuchać. Na część pytań odpowiada krótko: „tak”, „nie” lub „może…”. W wywiadzie na potrzeby kampanii towarzyszy mu pani Wójtowicz – nauczycielka języka polskiego, która namówiła go do udziału w projekcie. Po dwóch latach wspólnych lekcji Arek zdążył się już do niej przyzwyczaić, a ona wypracowała pewne metody, by wyciągnąć z niego trochę więcej niż kilka półsłówek. Według Arka świat dookoła nie zawsze potrafi je zrozumieć. Od tego świata Arek odgradza się – chodzi ze spuszczoną głową, z grzywką zasłaniającą oczy, ze słuchawkami na uszach.

Nie jestem leniwy

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) depresja zaliczana jest do najpoważniejszych chorób na świecie. W zależności od tego, jak jest zaawansowana, chory może egzystować na pół gwizdka i zaniedbać się bądź zupełnie zatrzymać się w miejscu, odrywając od rzeczywistości. Osoby cierpiące na depresję często zamykają się w domu, zostają w łóżku dzień, dwa albo i tydzień, albo i miesiąc. Miesiąc w apatii, w niezrozumieniu, w osamotnieniu. To właśnie przez depresję dla Arka życie właśnie takie „normalne”, codzienne staje się męczące, wysysa siły, a każda czynność przed chorobą wykonywana automatycznie zaczyna nagle wymagać wysiłku i podjęcia świadomej decyzji. Wstać dziś z łóżka czy nie wstać? Wyjść czy zostać?

– Mieszkam sam, mama pracuje za granicą. Był taki miesiąc, przez który praktycznie nie ruszałem się z domu. Jadłem chleb, piłem przegotowaną wodę i spałem. Codziennie. Kiedy skończył się chleb, wyszedłem do sklepu. Głód to dobra motywacja – opowiada Arek. – Po miesiącu mi przeszło. Samo z siebie. Mogłem wrócić do szkoły.

Na pytanie, jak przygotowuje się do matury, Arek opowiada, że uczy się indywidualnie. Wprawdzie chodzi do szkoły, ale na korytarzach czy w klasie przebywa sam lub z nauczycielem, czuje się wtedy znacznie bezpieczniej. Lekcje Arka odbywają się z reguły w małych pomieszczeniach – niewielki pokój, gabinet, najlepiej wszystkie zajęcia w tym samym miejscu, by podczas przerw Arek nie musiał przemierzać szkolnych korytarzy. Wszystko po to, aby zminimalizować źródło stresu. Dawniej dwukrotnie nie zdał do następnej klasy, głównie z powodu niskiej frekwencji. Teraz nauczyciele wiedzą już o jego chorobie, jednak potrzeba było czasu, by ją dostrzec i zrozumieć.

Zapytany o troskę osób najbliższych, Arek tłumaczy, że najbliżsi wiedzą o jego sytuacji, jednak „spławia ich”, przekonując, że wszystko u niego dobrze:

– Mówię, że u mnie jest okej. Nawet jak nie jest okej. Po co ludzie mają wiedzieć o moich problemach? To tylko moje problemy, nie ich.

Jesteś smutny? To przestań

W czasie wywiadu Arek nie jest przekonany o tym, że swoim przykładem może wesprzeć inne osoby walczące z depresją. Również przedstawienie rozmowy z nim może niczego nie zmienić w społeczeństwie, które Arek uważa za obojętne:

– Część ludzi nie traktuje depresji poważnie. W ogóle nie uznaje jej za chorobę. Ludzie mówią: „idź pobiegać, to ci przejdzie, wstań i weź się w garść, nie przesadzaj”, kiedy potrzebne jest leczenie – zauważa.

Udowodniono, że u chorego z depresją zmienia się metabolizm mózgu, wydzielanie hormonów, zakłócony zostaje dobowy rytm organizmu. Częste niewytłumaczalne objawy takie jak nieustający niepokój, złe samopoczucie lub napady złości i poczucie bezsilności wymagają specjalistycznego podejścia. Mimo swoich obaw Arek zgodził się na udział w kampanii. Może jednak warto spróbować swoich sił, zrobić krok w przód i móc wpłynąć na opinię społeczeństwa o depresji? Jest to choroba kłopotliwa o tyle, że da się mówić o niej zupełnie niefrasobliwie, nazywając nią każdy mniejszy czy większy smutek. Z drugiej strony beztroska ta często sprawia, że prawdziwe objawy łatwo przegapić, bagatelizując je.

– Gdyby moja mama, gdy zaczynałem gimnazjum, nie zabrała mnie do lekarza i nie dostałbym odpowiednich leków, nie zgodziłbym się na ten wywiad. Raczej na nic bym się nie zgadzał – opowiada Arek. Dopowiada również, że samo mówienie otwarcie o korzystaniu chociażby z poradni psychiatrycznej sprawia problemy. Ludzie kojarzą to dość jednoznacznie i wyrokują: – …jakbym miał coś nie tak z głową.

Ale przecież depresja to choroba objawiająca się nie tylko zaburzonymi stanami psychicznymi. Mogą jej towarzyszyć objawy również fizyczne. Arek wspomina o nerwicy natręctw czy o drżących dłoniach, przez które ciężko mu nieraz było cokolwiek w nich utrzymać. Stres, który odczuwa, wiąże się również z problemami żołądkowymi. Kiedy w czasie wywiadu podnosi kubek z herbatą i nie drżą mu ręce, zauważa, że to zasługa terapii i leków. Zaznacza, że nakłanianie go do „wzięcia się w garść” nie ma żadnego zastosowania:

– To po prostu nie działa. Powiesz tak komuś z depresją, to będzie jeszcze gorzej – tłumaczy. – Tylko udowodnisz, że nie można na tobie polegać. Nie można ci ufać, nie warto już nic ci powiedzieć. Że nie traktujesz mnie poważnie.

23 lutego przypada Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją. Zazwyczaj w tym dniu odbywają się różne akcje edukacyjne i happeningi. Mają one na celu uświadamiać i wyczulać społeczeństwo, by problem depresji traktować poważnie.

Zrozum, nie oceniaj

Dla osoby, która nie ma doświadczenia w kontaktach z chorym mierzącym się z fobią społeczną i depresją, zachowanie Arka może wydawać się dziwne, podejrzane. Jego trudności z nawiązywaniem kontaktów mogą być odebrane jako złośliwość czy zwykłe gburstwo. Arek nie jest gburem, choć często nie mówi ,,dzień dobry”.

Zwykle w przypadku zetknięcia się osoby zdrowej i chorej dochodzi do zderzenia dwóch przeciwnych i obu błędnych przekonań. Osoba chora niesłusznie będzie wypominała sobie swój brak zaangażowania i obwiniała się, a osoba zdrowa, nieświadoma czyjejś choroby dostrzeże brak kultury i chęci współpracy. Psychiatra dr Sławomir Murawiec powiedział kiedyś, że osoba nieśmiała może odczuwać lęk przed oceną i w związku z tym niewiele mówić czy unikać spotkań. Natomiast osoba z fobią społeczną nie boi się, że źle wypadnie – ona już to wie. Łatwo tutaj o krytykę chorego, nawet niecelową. Osoba z fobią społeczną może najmniej znaczące „Powtórzysz? Bo powiedziałeś to za cicho” odebrać jako negację czy choćby i atak, a na to zwykle reaguje się wycofaniem. Zwykła, neutralna wypowiedź w uszach Arka może zabrzmieć jak najgorsze potępienie.

A przecież wydawałoby się, że to taka prosta sprawa – wymienić się poglądami, opisać siebie w kilku zdaniach, zrobić coś zwykłego, co dla większości ludzi jest wręcz banałem, ot, rutyną. Trzeba zawsze mieć świadomość, że każdy z nas jest inny. Każdy człowiek chce czuć się komfortowo, bezpiecznie i przecież ma do tego prawo. Trzeba uszanować i zaakceptować czyjeś podejmowane decyzje, w tym decyzję o milczeniu; nie można przecież naciskać czy w końcu krytykować czyichś trudności. Winić kogoś za nie. Nie powinno się też nikogo z góry oceniać.

Wraz z Arkiem w czasie wywiadu doszliśmy do wniosku, że dobry rozmówca musi również być dobrym słuchaczem. Doceniać to, że osoba mierząca się z fobią społeczną nawet półsłówkami może przekazać bardzo wiele.

Na pytanie, czy Arek w sieci czuje się bezpieczniej niż w realu, jego odpowiedź jest twierdząca, lecz równocześnie niepewna. Jest to zrozumiałe; w internecie, kiedy poziom lęku stanie się wysoki, można po prostu wyłączyć dostęp do sieci. Nie odpisać komuś od razu lub zrobić to później, dać sobie czas. Jednocześnie Arek nie zauważa, by internet był dla niego ważniejszy niż „życie w realu”:

– Mam Facebooka, czasem coś czytam, czasem wrzucę jakiś obrazek, mem. Nie udzielam się jednak jakoś specjalnie, nie marnuję za dużo czasu w sieci. Utrzymuję kontakt online z jedynym przyjacielem, którego poznałem w ośrodku terapii nerwic. Rozmawiamy o sprawach codziennych, czasem w coś gramy. Nie zwierzamy się sobie, on też nie jest wylewny.

I co dalej?

Arek nadal mierzy się z fobią i depresją. To nie tak, że dostanie leki i nagle każda rzecz nabierze wartości, znaczenia, świat okaże się jaśniejszy, lepszy. Leczenie to proces długoterminowy, który pozwala zacząć funkcjonować – wstać i… zająć się życiem. Arek zauważa, że mogą w tym pomóc najbliżsi, ale niewiele się zrobi, nie odnajdując sił w sobie.

– Trzeba zrozumieć depresję, zrozumieć siebie. Być świadomym choroby. Wtedy łatwiej podjąć leczenie, chcieć ruszyć z miejsca – opowiada. – Najbardziej komfortowo czuję się w domu, tam lekcje indywidualne byłyby wygodne. Nie wiem, czy byłyby dla mnie dobre. Podobnie jest z rozmowami z terapeutą. Nie czuję, by było lepiej zaraz po wyjściu od niego. To nie tak. Ale może to się sprawdzi za jakiś czas.

Mimo świadomości depresji i fobii Arek wie, że przed nim jeszcze długa droga. Świadomość to tylko połowa sukcesu. Zapytany, jak widzi siebie w przyszłości, odpowiada, że nie wie, nie jest pewien.

– Nie wybiegam aż tak w przód z planami. Najczęściej kończą się one na tym, co będę robił dziś wieczorem. Planuję, że pójdę do sklepu, posprzątam, obejrzę serial. Nie myślę nawet o tym, czy jutro go skończę. To się okaże dopiero jutro.

Zapytany o to, co sprawia mu radość i jakie są jego marzenia – jeżeli nie na przyszłość, to chociażby na teraz, odpowiada:

– Dom. Ciepły koc, jakieś jedzenie czy coś do picia. Nawet fajnie też, jak jest internet, jest Netflix.

Życie to quest

Obecnie dominującym sposobem leczenia depresji i fobii społecznej jest psychoterapia poznawczo-behawioralna i farmakoterapia oparta na lekach antydepresyjnych. W sierpniu ubiegłego roku polscy eksperci zaczęli wdrażać nowy system leczenia zaburzeń związanych z fobią społeczną. Udowodniono, że pomóc w takim leczeniu może… wirtualna rzeczywistość.

Przygotowywana terapia polega na wprowadzaniu chorego do scenariusza ułożonego przez zespół wyspecjalizowanych informatyków i grafików komputerowych. Po założeniu hełmu, który pozwala zwizualizować wirtualną rzeczywistość, chory przenosi się w wirtualny świat i bierze udział w realizacji jednej z dziesięciu scen rodzajowych, takich jak wizyta w sklepie, zakup biletu na stacji dworca, rozmowa przez telefon, jazda windą czy metrem. Przez kilka minut „rozwiązuje się questa” (z ang. zadanie), a po jego wykonaniu – wchodzi na wyższy poziom „gry”.

Sceny powstawały z pomocą polskich lekarzy oraz pacjentów, którzy oceniali ich realność. Właśnie trwają testy z udziałem chorych, eksperci badają skuteczność terapii. Badania te mają zakończyć się pod koniec I kwartału br. Po analizie wyników, jeśli metoda okaże się skuteczna i bezpieczna, ma szansę zostać zarejestrowana w Polsce przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji jako produkt medyczny.

– Poszedłbym na taką terapię, czemu nie – komentuje tę kwestię Arek. – Pewnie bym się stresował, nie spał przez to całą noc. Ale takie leczenie mogłoby być nawet okej. W końcu to coś innego niż leki.

Arek zauważa jednak, że główny powód wzięcia udziału w takiej czy innej terapii, jak również wzięcie udziału w samej kampanii jest dużo prostszy, bardziej ogólny:

– Po prostu trzeba coś robić. Nie ma innego wyjścia.

Alicja Gajda, „Dobra Gazeta”

Skomentuj