Z cyklu „Spojrzeć głębiej”: Bycie jest fajne

1

Dom Pomocy Społecznej w Kędzierzynie-Koźlu to ciepłe, rodzinne miejsce, w którym pomaga się mieszkańcom zaakceptować swoją niepełnosprawność i, przede wszystkim, godnie żyć. Podopieczni to osoby dorosłe, niepełnosprawne intelektualnie, warte tego, by traktować je tak, jak każdego dorosłego.

A jednak nie są tak traktowane. Nasze społeczeństwo wymaga od osoby dorosłej, aby posiadała odpowiednie cechy, takie jak: realizm poznania, kontrola emocji, adekwatna ekspresja, wykonywanie pracy zaspokajającej własne potrzeby życiowe. Jeżeli ktoś sobie z tym nie radzi, traktowany jest przez pełnosprawnych – i pełnoprawnych – gorzej. Odtrącamy inność, boimy się jej.

Dlaczego na ogół unikamy kontaktów z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie? Obawiamy się ich odmienności, ich problemów, czasami dziwnych, bo niezrozumiałych zachowań. Nierzadko mamy do czynienia z tzw. pozorną integracją – jesteśmy „za”, o ile nie dotyczy to nas osobiście. Popieramy integrację, ale nie chcemy, aby osoby upośledzone były zbyt blisko nas i naszych rodzin, opowiadamy się za ich aktywnością zawodową, ale nie zatrudnimy ich w swojej firmie. A jeżeli już z nimi rozmawiamy, to zmieniamy ton głosu, przesadnie akcentujemy słowa, posługujemy się typowo dziecięcym słownictwem. Nie zachowujemy się naturalnie.

Czym w ogóle jest niepełnosprawność intelektualna? To ograniczenie zdolności poznawczych – utrudnione spostrzeganie, pamięć, myślenie, a więc i rozumienie. Stąd biorą się trudności w uczeniu się, w zdobywaniu wiedzy. Mimo że nauka to zdecydowanie słabsza strona u osób niepełnosprawnych intelektualnie, osoby te nadrabiają wieloma mocnymi stronami, związanymi z emocjonalnością. Już na pierwszy rzut oka, ledwo przekraczając próg DPS-u w Kędzierzynie-Koźlu, można się przekonać, że jego domownicy są bardzo bogaci w pozytywne uczucia. Ich życie pełne jest emocji, którym towarzyszy radość. Chcą być kochani i akceptowani. Aby to zobaczyć, wystarczy tam pójść.

Mieszkańcy, co może dziwić osoby pełnosprawne, są także bardzo bezpośredni. Otwarci w kontaktach międzyludzkich i właśnie z tego czerpią motywację do pracy nad sobą. Wszyscy pracownicy Domu Pomocy Społecznej pomagają w tej pracy. Miałam szansę się o tym przekonać.

Witamy w naszym domu

Poranek w DPS-ie zaczyna się dość wcześnie – niektórzy z mieszkańców wstają już o szóstej, witają się ze sobą, przygotowują wspólne śniadania. Wchodząc do Domu wczesnym rankiem, już od progu słyszę wesołą muzykę. Dochodzi z pokoju jednego z podopiecznych i roznosi się po budynku. Mijający się na korytarzach ludzie są dla siebie życzliwi – podają sobie ręce na powitanie, witają się także ze mną.

– Ja panią znam! – krzyczy za mną jeden z mieszkańców, Wojtek. Podchodzi bardzo szybko, ściska moją dłoń, uśmiechając się. – Widzieliśmy się na rejsie statkiem. Było naprawdę fajnie, bardzo dziękuję i witam.

Nowa twarz pojawiająca się w Domu budzi spore emocje. Niektórzy zapraszają mnie do swoich pokoi, pokazują zdjęcia i tłumaczą, kto się na nich znajduje. Oglądają ulubione programy w telewizji, chwalą się swoimi pracami artystycznymi. Jedna z mieszkanek podaje mi wykonane własnoręcznie kartki pamiątkowe; wycięte z kolorowego papieru kwiaty błyszczą od brokatu. Kobieta prosi mnie, bym przeczytała treść jednej z tych kartek:

„Serdeczne pozdrowienia dziękuję ja jestem zdrowa mamo”.

Nasza nieszara codzienność

Po żywej, wesołej pobudce w aneksach wspólnie z opiekunami przygotowywane są śniadania. Następnie niektórzy mieszkańcy spędzają czas na sprzątaniu, kilku podopiecznych pomaga przy pracy w pralni, część bierze udział w próbach grupy teatralnej. Do obiadu mają miejsca zajęcia terapeutyczne oraz rekreacyjne, także ćwiczenia. Po obiedzie jest czas na spacer.

Dom Pomocy Społecznej w Kędzierzynie-Koźlu podzielony jest na części – tak zwane aneksy. Każdy z nich składa się z kilku dwuosobowych pokoi, pokoju dziennego pobytu, łazienki i kuchni. Jeden aneks liczy około dwunastu mieszkańców, którzy w swoim kręgu tworzą silną sąsiedzką wspólnotę, nazywając się rodziną. W pokoju dziennym wspólnoty te spędzają razem czas, biesiadując i rozmawiając. Takich wspólnot – a więc i aneksów – w kędzierzyńsko-kozielskim DPS-ie jest sześć.

Imprezy urodzinowe odbywają się wewnątrz aneksów, spędzane są więc w gronie najbliższych „sąsiadów”. Grupy aneksowe są ścisłe, ale wszyscy mieszkańcy spotykają się w jadalni w czasie wspólnego obiadu, a także na zajęciach i imprezach takich jak dyskoteki i ogniska. Mieszkańcy pomagają sobie w różnych czynnościach, wykonują drobne rzeczy na miarę swoich możliwości, na przykład pomagają w pralni lub w kuchni. Do każdego trzeba podejść indywidualnie, ponieważ podopieczni różnią się od siebie stopniem niepełnosprawności. Niektórzy wymagają opieki stałej, inni świetnie radzą sobie sami, potrafią nawet świadomie dysponować swoimi oszczędnościami i chodzą na samodzielne zakupy do osiedlowego sklepu. Niepełnosprawność nie przeszkadza im w życiu codziennym, ponieważ tryb dnia w Domu dostosowany jest do ich potrzeb i możliwości. Codzienność nie może być jednak zbyt szara i nudna – jak każdy z nas, mieszkańcy DPS-u potrzebują czasem chwili wytchnienia i różnorodności. Jednak takie „różnorodności” kosztują – DPS stać na to, by większą wycieczkę dla mieszkańców zorganizować jedynie dwa razy w roku.

– Fundusze przeznaczamy przede wszystkim na te najważniejsze potrzeby, jedzenie czy środki czystości. Staramy się, by nasi mieszkańcy mieli zróżnicowaną codzienność, dlatego organizujemy sporo imprez u nas, wewnątrz. Niedawno obchodziliśmy wszyscy w ogrodzie Dzień Dziecka, zorganizowaliśmy ognisko – opowiada mgr inż. Ewa Sawicka, dyrektor Domu.

Z rozmowy z panią dyrektor wytrąca mnie jedna z mieszkanek, Asia. Łapie mnie pod rękę i ciągnie za sobą. Krok ma szybki, ledwo za nią nadążam.

– Też ci pokażę mój pokój. I ja ci powiem, że byłam na tym statku! Rejs mi się podobał, bujało i pieniła się woda, ja trochę się bałam, ale było fajnie! Tu, w domu, niczego się nie boję. Mam pokój, swoje pokoje mają koledzy i koleżanki. Tu jest dom. Choć lubię też wychodzić na lody. I na wycieczki do zoo i na Górę Świętej Anny. I wszędzie lubię być. Bycie jest fajne!

Nie jesteśmy domem seniora

Nie każdy kędzierzynianin zdaje sobie sprawę z tego, czym tak właściwie zajmuje się DPS. Wielu z nas wprawdzie o nim słyszało, ale nie stara się zrozumieć jego istoty i potrzeb mieszkańców. Ponieważ Dom jest ostoją dla osób niepełnosprawnych intelektualnie, prócz spraw życia codziennego i działalności opiekuńczo-pielęgnacyjnej prowadzone są zajęcia rehabilitacyjne oraz zajęcia w ramach terapii.

Często jednak zdarza się tak, że do instytucji dzwonią ludzie chcący umieścić tutaj swoich starszych rodziców.

– Niby wszyscy wiedzą, że mamy w mieście Dom Pomocy Społecznej, ale niektórzy nie zdają sobie sprawy z tego, jak ten Dom funkcjonuje. Pomagamy osobom niepełnosprawnym, które potrzebują całodobowej opieki. Nie jesteśmy domem spokojnej starości, a jednak wciąż odbieramy telefony od ludzi, którzy chcą gdzieś umieścić mamę lub tatę. Tymczasem średnia wieku naszych podopiecznych to około czterdziestu lat, a najmłodsza nasza mieszkanka nie ma jeszcze trzydziestu – opowiada mgr Violetta Nabrdalik, kierownik działu opiekuńczo-terapeutycznego. – Większość osób nie ma już swoich rodzin. Niektórzy, jest takich kilkanaścioro, są zabierani przez rodzinę na święta czy wakacje, są to jednak wyjątki.

Fajne jest wszystko

Kiedy pytam mieszkańców, co podoba im się w Domu, odpowiadają, że wszystko. „Nie ma tak, żeby się nie podobało”, „Mnie się podoba teatr”, „Podoba mi się, że jest czas wolny”, „A mnie – że możemy słuchać muzyki i pogadać z chłopakami i dziewczynami”. W DPS-ie jest nawet kilka par. W czasie rejsu statkiem po Kanale Gliwickim trzymali się za ręce i szeptali coś sobie do ucha. Potrzeba bliskości u osób niepełnosprawnych intelektualnie jest silna.

Raz w tygodniu DPS odwiedzają księża ze Sławięcic. W Domu znajduje się kaplica. Niektórzy mieszkańcy Sławięcic przyłączają się do mszy, a dla nich mieszkańcy Domu co roku wystawiają jasełka.

– Nasi podopieczni uwielbiają takie chwile, są one dla nich bardzo ważne. Istotna jest interakcja z ludźmi z innego otoczenia, wychodzenie do nich. Każde takie wyjście jest dla naszych podopiecznych wyzwaniem, prawdziwą przygodą. Każde spotkanie z kimś spoza Domu jest wyjątkowe – zauważa Ewa Sawicka. – Jako że DPS znajduje się na uboczu, czasem ciężko wydostać się tak liczną grupą ze Sławięcic.

Proste usługi, takie jak fryzjerstwo, organizowane są wewnątrz – domowników strzygą najczęściej przyjezdni praktykanci zaprzyjaźnionych salonów. Organizacja tak prostej rzeczy jak przejazd autobusem to dla pracowników Domu prawdziwe wyzwanie. W DPS-ie wprawdzie jest jeden samochód, ale wykorzystuje się go głównie po to, aby wozić mieszkańców do lekarzy. Jeden samochód dla siedemdziesięcioosobowej rodziny to zdecydowanie za mało. Ogromnym ułatwieniem dla pracowników byłby drugi samochód.

Obiboki

Pracownicy DPS-u dają z siebie wszystko, aby cały czas coś się działo wewnątrz murów oraz poza nimi. Każda pomoc finansowa przeznaczona na organizację czasu w Domu Pomocy Społecznej jest na wagę złota. Mile widziane są nawet najskromniejsze propozycje ze strony mieszkańców miasta – podopieczni DPS chętnie wezmą udział w przeróżnych akcjach i imprezach organizowanych w Kędzierzynie-Koźlu. Mają nawet przygotowany swój program artystyczny. Śpiewają piosenki, tańczą, recytują wiersze, przebierają się.

– Mamy od tego naszych „Obiboków” – opowiada pani Alicja Pudełek, prowadząca grupę teatralną. – Aby obejrzeć nasze występy, odwiedza nas młodzież z Zespołu Szkół nr 3 w Sławięcicach, zespół Komes, Promyczek, kolędował tu też kędzierzyńsko-kozielski Dom Seniorów. Oczywiście miło by było, gdyby takich akcji było więcej, wszystkich serdecznie zapraszamy. Chętnie jeździmy też na imprezy lokalne. To jest wielka atrakcja dla naszych podopiecznych, szansa i niezapomniane emocje.

– Ja już w tej grupie teatralnej jestem z dziesięć lat albo i więcej. Na początku nie chciałem – przyznaje Wojtek – no bo to taka, wiesz, dziecinada. Ale kolega z aneksu mnie namówił i wciągnąłem się w to. Nigdy nie sądziłem, że będę aktorem.

Wojtek przygotowuje także szopki bożonarodzeniowe, w niektórych znajdują się figurki. Z drewnianych sklejek potrafi zrobić naprawdę wyjątkowe budowle. Wykonuje je także na zamówienie, a uzyskane pieniądze oszczędza. Sprzedaje swoje prace na imprezach, na których pojawia się z pozostałymi „Obibokami”. Każdy ma szansę zaprezentować i sprzedać swoje rękodzieło.

Pozorna trudność

Główną przeszkodą, jeśli chodzi o integrację społeczną osób niepełnosprawnych intelektualnie z osobami pełnosprawnymi, jest na pewno trudność w prowadzeniu rozmowy. Od stopnia niepełnosprawności zależy, czy mieszkaniec Domu mówi wyraźnie i składnie. W przypadku wyższego stopnia niepełnosprawności słychać trudności w formułowaniu wypowiedzi. Nawet jeśli osoba na pierwszy rzut oka nie wygląda na niepełnosprawną, może ją zdradzić sposób prowadzenia rozmowy – wada wymowy, mały zasób słownictwa, budowanie zdań prostych. Czy jednak powinno to mieć znaczenie? Czy powinno się oceniać ludzi na podstawie tego, z jakich słów składają oni zdania?

Asia, wciąż trzymając mnie pod rękę, odprowadza mnie do wyjścia.

– O, czekaj, patrz, stój! Tu mamy świetlicę. I co, fajna? – pyta mnie z szerokim uśmiechem, zatrzymując się. – Robimy tu zabawę. Raz tańczyłam całą noc. A teraz zobacz, ile tu! – prowadzi mnie do sporego regału, który aż ugina się pod ciężarem różnych odznaczeń, statuetek i dyplomów. – Czytaj tu! – pokazuje mi palcem.

– „Dla najlepszego bramkarza…”. O, a tutaj za pierwsze miejsce w turnieju tenisa i za pokazy muzyczno-taneczne; naprawdę macie tego bardzo dużo. – Patrzę na nią z podziwem, a ona nie przestaje się uśmiechać. Gdy wychodzimy z budynku, podaje mi dłoń, ale lekko ją odsuwam. Na pożegnanie przytulamy się do siebie jak dobre przyjaciółki. Co z tego, że mówiła do mnie nieskładnie? To nic.

Przecież to nie miało znaczenia.

Alicja Gajda

1 KOMENTARZ

  1. Czy na zdjęciu głównym jest Jerzy Osiatyński /w okularach z ciemnymi oprawkami/, czy osoba łudząco do niego podobna?

Skomentuj