Właściciel dał drapaka, a jego auto straszy na osiedlowym parkingu

0
Porzucony citroen kłuje w oczy mieszkańców pobliskich bloków.

Przez lata wiernie służył swemu właścicielowi, by u schyłku motoryzacyjnego żywota popaść w jego niełaskę. Oczy mieszkańców okolic ulicy Starej na osiedlu Pogorzelec od dłuższego czasu razi widok zdewastowanego citroena. Jego właściciela szukają strażnicy miejscy, ale ten wcale nie kwapi się do zrobienia porządku ze swoim samochodem.

Jeszcze kilka tygodni temu citroen stał przy pobliskich garażach, ale zmienił swoje położenie. Prawdopodobnie spod garaży auto przepchali go ich użytkownicy, którzy nie chcieli dłużej tolerować takiego intruza. Francuz pretensjonalnie zajął więc miejsce na parkingu przy ulicy Starej.
Choć z pozoru sprawa wydaje się błaha, wcale taką nie jest. Po pierwsze, mocno zdezelowane auto może stanowić zagrożenie, zwłaszcza dla dzieciaków, które co rusz przez wybite szyby zaglądają do jego wnętrza. A że w środku aż roi się od kawałków szkła, to o nieszczęście nietrudno. Drugą kwestią jest zaśmiecanie parkingów w mieście przez wyłączone z użytkowania pojazdy. Ten temat znajomy jest mieszkańcom każdego osiedla.

Od czasu otwarcia polskiego rynku na używane samochody z zachodu, do kraju trafiły setki tysięcy pojazdów. O własne cztery koła jest teraz zdecydowanie łatwiej. Coraz częściej na parkingi trafiają też wyłączone z użytkowania pojazdy.

W ostatnich latach stało się to dla nas dużym problemem. – przyznaje Grzegorz Grzesik, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Kędzierzynie-Koźlu, po czym dodaje:- Od dłuższego czasu próbujemy nawiązać kontakt z właścicielem citroena porzuconego przy ulicy Starej. Z naszych informacji wynika, że obecnie może on przebywać w Zdzieszowicach. Nawiązaliśmy kontakt z tamtejszą strażą miejską, ale jak do tej pory właściciel auta skutecznie unika kontaktu.

Jak dodaje Grzesik, droga do rozwiązania sprawy jest skomplikowana. Strażnicy nie mogą samodzielnie usunąć własności prywatnej z parkingu. W tej chwili funkcjonariusze mogą jedynie próbować nawiązać kontakt z właścicielem. Jeśli ta sztuka im się nie powiedzie, konieczne będzie uruchomienie drogi sądowej.
– W takiej sytuacji gmina może wystąpić do sądu o zgodę na usunięcie wraku w trybie wykonania zastępczego. Pojazd zostanie na koszt gminy wywieziony, a następnie będzie przechowywany na parkingu strzeżonym. To jednak kosztowne rozwiązanie – opowiada Grzegorz Grzesik.

Pieniądze za wywiezienie i składowanie pojazdu wyłożyłoby miasto, która następnie dochodziłaby zwrotu kosztów od właściciela samochodu. Nikt nie może jednak zagwarantować samorządowi, że uda mu się odzyskać wierzytelność. Strażnicy przyznają więc, że w tej sprawie mają związane ręce. Sytuacja dopóty będzie stanowić problem, dopóki nie zmienią się niekorzystne przepisy prawne.

Skomentuj