Straciła włosy i pokochała siebie na nowo. Napisała niezwykłą książeczkę o alopecji

1

Kiedy piękna nastolatka nagle zaczyna tracić wszystkie włosy na ciele, jej świat lega w gruzach. Złość, przygnębienie, bunt… to uczucia, które stały się jej codziennością. Jednak Magdalena Schatt, obecnie dojrzała kobieta, matka i żona, udowadnia, że z alopecją można żyć normalnie. Mimo, że nie jest łatwo… Swoje doświadczenia odzwierciedliła w książeczce dla dzieci, która już niebawem zostanie wydana.

Magdalena Schatt urodziła się, wychowała i kształciła w Kędzierzynie-Koźlu. Jest absolwentką I Liceum Ogólnokształcącego. Obecnie mieszka i pracuje w Opolu. Gdy kobieta była jeszcze nastolatką zauważyła, że z tyłu głowy pojawił jej się łysy placek. Rozpoczęły się mozolne wędrówki po lekarzach, w celu postawienia stosownej diagnozy. Niestety choroba postępowała, zabierając kobiecie kolejne atrybuty jakim są brwi, czy rzęsy.

Spędzałam godziny w kolejkach do różnych specjalistów: dermatologów, endokrynologów, trychologów, psychologów… Byłam diagnozowana w szpitalach, faszerowana sterydami, hormonami, w głowę wcierano mi różne maści, specyfiki, naświetlano mnie specjalnym światłem. Włosy wypadały garściami, choroba postępowała i nic nie pomagało. Ani akupunktura, ani homeopatia, picie glinki, łykanie sprowadzanych z zagranicy witamin. W końcu straciłam całe owłosienie, łącznie z brwiami i rzęsami. Za nimi płakałam najbardziej – mówi Magdalena Schatt.

Magdalenie zdiagnozowano alopecję – chorobą autoimmunologiczną, która może pojawić się w każdym etapie życia, niezależnie od płci czy wieku. Ryzyko zachorowania dotyczy około 2% populacji. Wówczas nastolatka nie mogła się pogodzić z takim losem. Był to dla niej bardzo trudny czas w życiu.

Przeszłam przez chyba wszystkie etapy choroby: złość, przygnębienie, żałobę. Stopniowo oswajałam się z tym stanem rzeczy. Wielokrotnie cierpiałam, także przez ludzi, doznawałam upokarzania, ale też miałam wsparcie – nieustannie byli wokół mnie ludzie, którzy dawali mi oparcie, otaczali troska i przyjaźnią. Myślę, że najbardziej przełomowym doświadczeniem, które dało mi siłę i pozwoliło otworzyć się, zacząć mówić o swojej chorobie, było pojawienie się moich dzieci. One dały mi siłę, bezwarunkową miłość. Wyposażyły mnie w to, czego mi brakowało: tarczę i miecz. Skorupę, która daje mi siłę, dzięki której jestem bardziej odważna, trudniej mnie zranić. W miecz – inicjatywę, odwagę, siłę – wyznaje.

Pojawienie się w jej życiu dzieci i doświadczenia zwykłych, nieraz trudnych dni, spowodowały, że kobieta postanowiła napisać książkę o chorobie. Książkę skierowaną do najmłodszych, po to, aby pomóc zrozumieć im inność.

Na początku pisałam ją tylko dla mojej córki, by wyjaśnić jej na czym polega moja choroba, pokazać, że mogą na nią cierpieć też inni, także dzieci. Traktowałam to trochę terapeutycznie – chciałam nauczyć się mówić o moim schorzeniu w sposób prosty i jasny, odarty z żalu i przygnębienia, chciałam nauczyć moją córkę, ale także siebie, patrzenia na moją łysą głowę jak na coś niezwykłego, wyjątkowego. Z czasem dojrzała we mnie myśl, by tą książeczką podzielić się z innymi. Zauważyłam, że moja choroba, moja inność, odbija się także na moich dzieciach. Ich koledzy z przedszkola widzą, że chodzę w chustach, że wyglądam trochę inaczej, ale nie rozumieją, z czego to wynika. Pomyślałam, że książeczka może być pomocą w wyjaśnianiu, dlaczego ktoś wygląda w taki sposób – wyjaśnia.

„Łysolka i Długowłosy” to bardzo krótka książeczka o rodzeństwie bliźniąt, z których jedno zaczyna tracić włosy. Opowiadana jest z perspektywy Długowłosego, który patrzy na chorobę swojej siostry i robi wszystko, by ją wesprzeć.

Książka dedykowana jest chorym dzieciom, aby dać im wsparcie, ale także zdrowym, aby zrozumiały na czym ta choroba polega. Uwrażliwić je na inność, budować pełne tolerancji podejście do innych ludzi. Książka mówi o akceptacji, o miłości do samego siebie, o empatii i wsparciu. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Myślę, że wzrusza, porusza temat tabu i uczy czułości dla inności – mówi o książce Magdalena.

Aby wydać książeczkę, Magdalena postanowiła zebrać pieniądze poprzez portal PolakPotrafi.pl. Ku jej zaskoczeniu potrzebną kwotę udało się zebrać w kilka dni.

To było coś absolutnie niesamowitego. Nie spodziewałam się takiego zainteresowania, zaangażowania, pomocy, wsparcia, ciepłych słów uznania. Wszyscy udostępniali link, jak szaleni wpłacali pieniądze, dzwonili i pisali, bo też nie mogli w to uwierzyć. Ja ryczałam ze wzruszenia, skakałam pod sufit z radości, a z emocji nie zaglądałam na konto zbiórki – mąż mi relacjonował. To było lepsze niż śnieg w Boże Narodzenie! To był dzień prawdziwych cudów – mówi autorka książki.

Zebrane środki zostaną wydane na takie działania jak wykonanie 20 ilustracji, skład, opracowanie graficzne i korekta, wydruk 1000 egzemplarzy, dystrybucja, prowizja dla portalu. Ilustracje stworzone zostaną przez Ewelina Kędzia, ilustratorkę i projektantkę z Opola.

Wsparcie mojej zbiórki na portalu PolakPotrafi.pl daje szansę zapewnienia sobie egzemplarza książki. Każdy, kto chciałby ją mieć u siebie na półce, powinien zajrzeć na portal, znaleźć mój projekt i wpłacić odpowiednią kwotę. Jak i gdzie będzie można kupić książkę po zakończeniu zbiórki www.PolakPotrafi.pl- jeszcze dokładnie nie wiem. Patronat nad tą akcją objęły Stowarzyszenie Alopecji i Fundacja Opolskie Dziouchy, więc może z ich wsparciem uda się zapewnić książce odpowiednią dystrybucję i sprzedaż – wyjaśnia.

Więcej na temat projektu Magdaleny Schatt można poczytać na portalu www.PolakPotrafi.pl.

 

1 KOMENTARZ

Skomentuj