Rzucił wszystko, by podążyć za marzeniami. Mechanik samochodowy z Kędzierzyna-Koźla w wielkim świecie

5

Trzy lata występował na deskach Narodowego Teatru Edukacji im. Adama Mickiewicza we Wrocławiu, grał w Teatrze Muzycznym w Chorzowie, a obecnie można go zobaczyć w Teatrze Bohema. Świetnie odnalazł się w dubbingu i nagraniach lektorskich w Studiu Filmowym STI. Jego głos możemy usłyszeć m.in. w filmie „Wonder Woman”, a już niedługo zobaczymy go w reklamie telewizyjnej radia ZET. To właśnie Łukasz Strzałka – uzdolniony chłopak z Kędzierzyna-Koźla, który rzucił wszystko by podążać za marzeniami.

Łukasz Strzałka to współczesny człowiek renesansu. Z zawodu jest mechanikiem samochodowym, zrobił kurs spawacza, wózka widłowego i obsługi koparko-ładowarki. Skończył studium medyczne, odbył staż w prokuraturze, pracował jako sprzedawca i specjalista od reklamy. Jednak serce zawsze ciągnęło go na scenę. Był członkiem sekcji teatralnych i wokalnych w Miejskim Ośrodku Kultury w Kędzierzynie-Koźlu i do chwili obecnej gra na instrumencie klawiszowym w zespole John Kentucky Band.

Jak widać rozbieżność zainteresowań paradoksalnie nakierowała młodego mieszkańca naszego miasta na to, czym tak naprawdę powinien się zająć – wcielaniem się w różne role. Chciał iść do szkoły aktorskiej, jednak przeznaczenie dopadło go szybciej niż myślał. Zupełnie przypadkiem dotarła do niego informacja o castingu do Narodowego Teatru Edukacji im. Adama Mickiewicza we Wrocławiu. Niezwłocznie wysłał swoje zgłoszenie i już kilka godzin później odebrał telefon z propozycją wzięcia udziału w castingu w stolicy Dolnego Śląska. Talent młodego aktora został doceniony i otrzymał propozycję pracy. Od tego momentu jego życie wywróciło się do góry nogami, Łukasz przeprowadził się do Wrocławia. Na deskach teatru wystąpił w wielu sztukach. To m.in.: „Ferdydurke”, „W krainie mitów”, „Jaś i Małgosia” i „Samotni w tłumie”.

W trakcie trzyletniej pracy w Narodowym Teatrze Edukacji wystąpił w 1200 spektaklach. Jak podkreśla, była to trudna, wymagająca praca, dająca wiele satysfakcji, lecz z czasem poczuł potrzebę poszukiwania jeszcze innego kierunku rozwoju.

– Uświadomiłem sobie, że nie mam na nic innego czasu. Podobało mi się to, co robię, ale wewnętrznie czułem, że muszę pójść w nieco innym kierunku. Rozmawiałem z panią dyrektor teatru i powiedziałem, jak sprawa wygląda. Zrozumiała mnie i zapewniła, że z jej strony mam drogę otwartą – opowiada Łukasz.

Młody aktor z Kędzierzyna-Koźla dowiedział się o castingu do Teatru Muzycznego w Chorzowie. Tu też doceniono jego talent i został przyjęty. Przez rok mieszkał w chorzowskim domu aktora.

– Dotychczas pracowałem w teatrze dramatycznym, później w muzycznym. Było to dla mnie interesujące wyzwanie – wyznaje Łukasz Strzałka.

W międzyczasie aktor dowiedział się, że w Teatrze Bohema w Bielsku-Białej  poszukują zastępstwa. Spróbował swoich sił i przypadł do gustu dyrekcji. Kilka dni później otrzymał już swoją kwestię do nauki.

–  Miałem zagrać Nowosilcowa w sztuce Dziady. Do nauki zostały mi zaledwie trzy tygodnie, na szczęście kwestia nie była zbyt obszerna. Pamiętam, że gdy wertowałem scenariusz, w oczy rzucił mi się obszerny monolog Sobolewskiego, nawet pomyślałam przez chwilę „Kurczę! Ten to sobie pogra na scenie”. Przyjeżdżam na spotkanie z dyrektor, a ona pyta mnie jak kwestia Sobolewskiego? Zdębiałem, bo nic mi wcześniej o tym nie mówiła. Byłem święcie przekonany, że tylko gram Nowosilcowa – opowiada.

– Minuta na scenie to mnóstwo czasu, a ten monolog trwał blisko 10 minut. Byłem przerażony. Wróciłem do domu i przeczytałem tekst. Bez próby wystąpiłem. Trząsłem się cały, ręce miałem lodowate, ale dałem radę, choć momentami było bardzo zabawnie – wspomina Łukasz.

Dubbing to kolejna artystyczna miłość Łukasza Strzałki, za którą podążył do Warszawy. Pierwszy raz podkładał głos w filmie reżyserowanym przez Marylę Brzostyńską, żonę Jacka Brzostyńskiego – znanego polskiego lektora radiowego i telewizyjnego, aktora dubbingowego. Była to dla Łukasza niesamowita przygoda.

– Pod skrzydłami Maryli Brzostyńskiej robiłem swoje pierwsze kreskówkowe dubbingi. Warszawa była ciekawym doświadczeniem, jednak godzenie tylu obowiązków okazało się nie lada wyzwaniem. Nie raz spałem w samochodzie, aby choć przez kilka godzin zregenerować siły i wygrać z notorycznym już zmęczeniem. Niestety z czegoś musiałem zrezygnować, padło na teatr muzyczny – wyznaje Łukasz.

Aktor z Kędzierzyna-Koźla zamieszkał w Warszawie. Poświęcił wiele czasu dubbingowi, wciąż współpracując z teatrem dramatycznym w Bielsku-Białej.

– Pamiętam, kiedy nagrywałem głos w pierwszym swoim filmie dokumentalnym. Poznałem wtedy Jacka Brzostyńskiego. To mój idol, wychowałem się na jego głosie, więc chyba nic dziwnego, że widząc go nawet się nie przedstawiłem tylko zachowałem się jak nieco szalony fan. Wiedziałem o nim wszystko i emocje wzięły górę, a on spokojnie zapytał, jak mam na imię. Od tego czasu spotykałem go niemal na każdym nagraniu – śmieje się Łukasz.

Łukasz wystąpił również w epizodycznych rolach w serialach telewizyjnych, takich jak np. Barwy Szczęścia. Już niedługo będziemy mogli podziwiać jego umiejętności aktorskie w reklamie telewizyjnej i internetowej Radia ZET. Przed Łukaszem kolejne sztuki z teatrem w Bielsku-Białej, być może już niedługo teatr swoje spektakle zaprezentuje również w Kędzierzynie-Koźlu.

5 KOMENTARZE

  1. Znam kolesia , chwyta się wszystkiego co nie ucieka i w niczym nie jest dobry . Zapomniał wspomnieć jak w telewizji śniadaniowej udawał , że śpiewa (choć w oryginale śpiewał ktoś inny) , albo jak udawał że gra na saksofonie . Aktorzyna marna beż żadnych perspektyw . Niech dalej dunga na tych klawiszach u johna.

    • Łoj, łoj, kasandra.ale się spuściłaś.
      A Ty, na czymś grasz, czy może śpiewasz, że tak nieudolnie”dungasz” na klawiszach klawiaturki komputerowwej?
      Pochwal się swym dorobkiem.
      Śmiało!

    • Hahaha xD Przez przypadek trafiłam na ten artykuł :) Łukasz to fantastyczny facet, mega zdolny i przy okazji bardzo skromny. Jak patrzę na Twój komentarz droga „Kasandro” to nóż mi się w kieszeni otwiera, ponieważ albo jesteś kolesiem, którego Łukasz przebił w jakiejś roli, albo jego koleżanką, która dostała od niego kosza… xD tyle w temacie! Pozdro mordeczko od całej ekipy „Gliniarzy” i do zoba na planie ;)

Skomentuj