Potrąciła sarnę i zostawiła ją konającą przy drodze. Za takie zachowanie grożą surowe kary

22
Ilustracja.

Mieszkanka miasta była świadkiem potrącenia sarny przez samochód. Sprawczyni zdarzenia zatrzymała się, aby tylko obejrzeć swój samochód, pozostawiając ranne zwierzę na ulicy. Co grozi nam za takie zachowanie? Jak się okazuje, grzywna, a nawet areszt.

Niestety coraz szybciej zapada zmrok i jadąc przez tereny zalesione zwiększa się prawdopodobieństwo, że przed maską samochodu nagle pojawi się zwierzę. Finał takiej kolizji może być różny, lecz najczęściej cierpią na tym zwierzęta, których nie należy zostawiać konających.

Z naszą redakcją skontaktowała się mieszkanka miasta, która jadąc samochodem z siostrą i jej synkiem, była świadkiem zdarzenia.

Jadąc z Reńskiej Wsi w stronę Pawłowiczek zauważyliśmy, że sarna wbiegła na drogę tuż przed pojazd jadący z przeciwka. Kobieta za kierownicą uderzyła w zwierzę, wyszła z auta, obejrzała swój samochód, po czym odjechała. Sarna biegała w szoku, nie umiała ustać na nodze. Samochody nas mijały, ale nikt nie chciał się zatrzymać, aby pomóc temu zwierzęciu. Siostra wyszła z auta i pobiegła do sarny, przesunęła ją na pobocze. Zwierzę leżało, ciężko oddychało, męczyła się biedna. Zadzwoniłyśmy na 112, aby wezwać pomoc. Byłam w szoku, że nikt się wtedy nie zatrzymał. Zabolało mnie to, że ta kobieta tylko popatrzyła na swój samochód i odjechała. Tak nie można postępować, to nieludzkie – relacjonuje kobieta.

W art. 25 ustawy o ochronie zdrowia zwierząt czytamy, że prowadzący pojazd mechaniczny, który potrącił zwierzę, obowiązany jest, w miarę możliwości, do zapewnienia mu stosownej pomocy lub zawiadomienia jednej ze służb, o których mowa w art. 33 (zasady uśmiercania zwierząt, ust. 3). Naruszenie nakazu, stosownie do treści art. 37 ust. 1 tej samej ustawy, stanowi wykroczenie. Przewidziana jest za nie kara aresztu w wymiarze od 5 do 30 dni lub grzywny od 20 złotych do 5.000 złotych.

Jeżeli potrącimy sarnę lub inne zwierzę, należy powiadomić o tym odpowiednie służby, dzwoniąc na przykład pod numer 112. To jest obowiązek, który na nas spoczywa, jeżeli go zlekceważymy, grozi nam grzywna, a nawet areszt. Zresztą w takim przypadku powinno zadziałać ludzkie sumienie, nie możemy zostawiać cierpiącego zwierzęca samemu sobie – przypomina Małgorzata Cisowska z Komendy Powiatowej Policji w Kędzierzynie-Koźlu.

22 KOMENTARZE

  1. JAKA TAM PANI,PO PROSTU KOBIETA BEZ SERCA.UKARAC WEDLUG PRAWA.JAKAS PANIUSA BEZ SKRUPÓŁÓW.A PRZYPADKIEM,MAKIJAŻU SOBIE NIE ZEPSUŁA TA KOLIZJA Z BIEDNA SARENKA?

  2. Lis, sarna, jeleń po jednym, nie liczę kotów to ofiary moich samochodów. Jeleń kosztował ubezpieczyciela 20 tys. A baba co wrabala się w moje zaparkowane auto wybulila 25 tysi. Czas kupić Panzerwagen

  3. Moderator moze cos slyszal o „mowie nienawisci”?
    Jak to jest mozliwe ze ludzie musza czytac prowokujace pelne agresji komentarze?
    Zastanawiam sie czy nie uda sie z taka informacja do pewnej instytucji.
    Dla przykladu beknie internauta propagujacy takie zachowanie i moderator, ktory dopuszcza tego typu komentarze.
    Pozdrawiam.

  4. Trzeba bylo podac odpowiednim sluzbom numer rejestracyjny, to jest taka tabliczka z przodu pojazdu i z tylu, literki i cyferki , slady dna zwierzecia zostaly na zderzaku!!

  5. lepszy rychu ciekawe czyją ty będziesz ofiarą….a nie ty już nią jesteś, pewnie mialeś trudne dzieciństwo i zabierali ci zabawki ale poczekajmy karma wróci miłego dnia a „pani” co przyczyniła się do cierpienia żywej istoty to w ogóle człowiek? rozumiem wypadek się zdarzył ale zostawić konające zwierzę to słabe, słabe

  6. To wszystko bujda na kołach… Rok temu wtargnal mi w nocy dzik… Było ciemno i w pobliżu zerowalo pełno dzikow… Obawy miałem… Potrąconego nie mogłem zlokalizować… Zadzwoniłem na 112 podałem kilometr, stronę, kierunek… I co? wracałem ta droga po 12 h… Znalazłem dzika martwego… Nikt nie był… Po dwóch dniach pojechałem znowu… Jak leżał tak leżał… Nadety… Potem lisy zrobiły swoje… I nie gadajcie że trzeba dzwonić i nie strasznie karami bo to śmieszne jest.

  7. Po powiadomieniu telefonu alarmowego, przyjeżdża leśniczy i dobija konając e zwierzę. Kierowca może ubiegać się o odszkodowanie od nadleśnictwa ale to raczej ciężka sprawa.

Skomentuj