Pierwszy wywiad z nowym senatorem z Kędzierzyna-Koźla Grzegorzem Peczkisem

1

Jego wybór był największą niespodzianką ostatnich wyborów parlamentarnych w naszym regionie. Po pięciu latach spędzonych w samorządzie Grzegorz Peczkis został jedynym reprezentantem naszego miasta na Wiejskiej. W obszernym wywiadzie z naszą redakcją senator z Kędzierzyna-Koźla zdradza kulisy swojego startu w wyborach do parlamentu oraz plany na rozpoczynająca się kadencję.

– Bardzo długo wahał się pan przed startem w wyborach. Był moment, w którym wydawało się, że nie zdecyduje się pan na to. Mimo usilnych namów na przykład posła Sławomira Kłosowskiego, o czym on sam mówił. Szanse na zdobycie mandatu wydawały się niewielkie. Z drugiej strony potrzebne były duże środki finansowe, aby poprowadzić widoczną kampanię. Ostatecznie jednak podjął pan decyzję na tak. Co przeważyło?

– Przez dłuższy czas poszukiwaliśmy naszego kandydata w wyborach do Senatu. Idealny powinien posiadać duże środki na prowadzenie kampanii, mieć mocną pozycję, a do tego chęć i świeżość, żeby powalczyć z konkurentami. Nie udało nam się nikogo takiego znaleźć, więc ostatecznie za namową posła Sławomira Kłosowskiego zdecydowałem się wystartować. Faktycznie, środki finansowe, którymi dysponowałem, były bardzo skromne. Centrala nie zdecydowała się na zaangażowanie pieniędzy w tak trudnym okręgu, ja zaś ze swojej kieszeni na kampanię wydałem w sumie 2300 złotych. Jest to kwota porównywalna z pieniędzmi, które moi główni konkurenci przeznaczyli na jeden bilbord.

– W wyścigu po mandat senatorski pokonał pan rywali, którzy mieli bardziej znane nazwiska i dysponowali o wiele większymi pieniędzmi na prowadzenie kampanii. Jak się to panu udało?

– Taki był trend ogólnopolski. Wszechwładza, którą przez długi czas posiadała Platforma Obywatelska, znudziła się Polakom. Sama partia rządząca pomogła nam w odniesieniu zwycięstwa licznymi aferami, które miały miejsce w minionej kadencji parlamentu. Nasza kampania nie była agresywna, postawiliśmy na merytoryczny przekaz i spotkania z ludźmi, co przyniosło efekty.

– Kiedy dowiedział się pan, że może wygrać wybory i jak pan zareagował? Bo chyba także dla pana była to duża niespodzianka.

– Niedzielę wyborczą spędziłem tak jak każdą inną. Nie oczekiwałem na wyniki wyborów, bo wstajemy z żoną wcześnie rano do pracy. Po dojechaniu na uczelnię dostałem wiadomość od dziennikarza z nieoficjalnym wynikiem głosowania. Zresztą, z waszego portalu. To była pierwsza informacja sugerująca, że wygrana jest możliwa. Pomyślałem wtedy jednak, że może pan redaktor pomylił numery telefonów albo po prostu coś pokręcił. To się zdarza. Sprawdziłem jednak te informacje i okazało się, że jest to prawdopodobne. Z każdą kolejną chwilą coraz bardziej. W pierwszym momencie poczułem pewne przerażenie. Nie spodziewałem się zwycięstwa, więc nie rozważałem konsekwencji, jakie ono niesie.

– Jak na wynik wyborów zareagowała pana żona? Pana życie wkrótce będzie przecież wyglądało zupełnie inaczej.

– To był ciekawy mariaż radości z przerażeniem. Z jednej strony bardzo się cieszyła, później stwierdziliśmy, że sami nie wiemy, z czego. Z drugiej strony była przerażona, bo wybór wiąże się z gigantyczną odpowiedzialnością, której trzeba podołać.

– Czy nie żal panu pozostawiać samorządu oraz uczelni?

– Muszę podjąć się stojącego przede mną wyzwania, bo taka była wola wyborców. Rezygnacja z uczelni przyjdzie mi z trudem. Praca z młodymi, zdolnymi ludźmi, daje mi ogromną satysfakcję.

O jakie sprawy zamierza zabiegać senator Grzegorz Peczkis?

– Ogólna opinia jest taka, że parlamentarzyście nie wypada zabiegać o sprawy lokalne. Może będzie to nieeleganckie, ale jestem zdania, że skoro wybrali mnie ludzi z tego okręgu, przede wszystkim powinienem bronić ich spraw. W pierwszej kolejności chciałbym zająć się działaniami zmierzającymi do przywrócenia żeglowności na Odrze. Musi być to skoordynowane na różnych poziomach, przy współudziale wszystkich zainteresowanych stron. Drugim tematem będzie kolej w Kędzierzynie-Koźlu i Głubczycach. Jeżdżąc na co dzień pociągami obserwuję kolejne zmiany, które zachodziły na przestrzeni prawie dwóch dekad. Dziś do Katowic jedzie się dłużej niż po odbudowie linii kolejowej po wojnie. Kolej się z Kędzierzyna-Koźla ewidentnie zwija.

Przed kampanią wyborczą sporo mówiło się o pomyśle budowy w Kędzierzynie-Koźlu instalacji zgazowania węgla. Ta inwestycja mogłaby być dla nas prawdziwym impulsem do rozwoju. Czy nowy rząd będzie chciał kontynuować ten temat, a co za tym idzie, czy senator Peczkis będzie miał za czym lobbować?

– Każdy pomysł, który jest w stanie uratować polskie kopalnie przed likwidacją, jest dobry. Jeśli Unia Europejska zdecyduje się kiedyś znieść cła ochronne na tanie nawozy z Rosji, z dnia na dzień ich wytwarzanie w naszych zakładach stanie się nieopłacalne. Nie mamy wpływu na politykę UE, ale jeśli drogi gaz z Rosji zastąpimy gazem pozyskanym z naszego węgla, nie będziemy musieli bać się takiej sytuacji.

– Jak wyobraża sobie pan swoją dalszą karierę w Prawie i Sprawiedliwości?

– Nie bywałem jeszcze na spotkaniach władz Prawa i Sprawiedliwości w Warszawie, ale w naszej partii o każdą sprawę można zabiegać nawet z niższych szczebli. Przykładem może być niedawne 40-lecie Kędzierzyna-Koźla. Zostaliśmy poproszeni o zorganizowanie listu od Prezydenta RP. Wystarczyło wysłanie maila do kancelarii, a po kilku dniach otrzymaliśmy pozytywną odpowiedź. W walce o nasze sprawy bezwzględnie trzeba dreptać i odwiedzać różne gabinety.

– W Kędzierzynie-Koźlu PiS nie ma zbyt mocno rozwiniętych struktur. Czy wybór pana na senatora pomoże w ich budowie?

– W przeszłości mieliśmy prężne struktury. Było to w czasie, gdy mieliśmy liderów dysponujących środkami na funkcjonowanie biura. Za chwilkę takie biuro znów powstanie w naszym mieście. Będziemy mieli strukturalną zachętę do tego, by się spotkać. Na szczęście w Kędzierzynie-Koźlu mamy zwarte środowisko. Jesteśmy też otwarci na nowych członków. Każdy przyzwoity człowiek, który podziela nasze wartości, może do nas dołączyć.

Wielu ludzi uważa, że senator ma o wiele mniejsze pole do popisu niż poseł. Czy zgadza się pan z taką opinią?

– Może to kogoś zaskoczy, ale senatorem jeszcze nie byłem (śmiech). A zatem wiedza, którą posiadam, jest czysto teoretyczna i nijak może mieć się do rzeczywistości. Senat pełni funkcję kontrolną wobec Sejmu. Niestety, wielu z nas obserwuje, że aktywność parlamentarzystów nasila się dopiero przed kolejnymi wyborami. Zamierzam aktywnie działać na rzecz naszych mieszkańców na mocy powierzonego mi mandatu. Wierzę, że to przyniesie efekty.

Rozmawiali: Grzegorz Stępień i Leszek Pietrzak

1 KOMENTARZ

Skomentuj