Ostatni Żołnierz Wyklęty, który przeszedł przez kozielską katownię ubeków

0
Józef Paczosa podczas uroczystości odsłonięcia tablicy znalazł siebie na zdjęciach z kartotek Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.

– Przysięgałem Armii Krajowej, a nie Stalinowi. Nie mogłem wykonywać rozkazów tego wojska – opowiada Józef Paczosa, ostatni żyjący Żołnierz Wyklęty więziony w kozielskim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego, gdzie wraz z innymi był brutalnie przesłuchiwany i męczony. – Do końca życia będę pamiętał twarze tych ubeków i ich straszne ryki – mówi drżącym głosem porucznik.

Ostatnia niedziela była dla Józefa Paczosy dniem bardzo ważnym, ale szczęśliwym. Porucznik doczekał chwili, gdy na dawnym budynku Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Koźlu udało się wreszcie umieścić tablicę przypominającą o jego mroczej historii i oddającej hołd więzionym tu członkom organizacji patriotycznych i wolnościowych później skazanych w pokazowych procesach na wieloletnie kary więzienia – relacja z uroczystości i więcej o samej inicjatywie umieszczenia tablicy.

Wśród nich był również Józef Paczosa. Dziś ma 88 lat. Pokazuje stare blizny na skórze czaszki. To pamiątka po ubeckich przesłuchaniach.

– Przeżyłem wojnę i walkę z banderowcami, ale to, co czekało mnie tutaj, w tych lochach, było jeszcze straszniejsze. Nawet dzisiaj, jak stoję przed tym budynkiem, słyszę jęki i krzyki tych biedaków, jak wołają do Boga, czemuś nas opuścił. Tak bardzo mi ich żal. Gdy patrzę na tę tablicę, chce mi się płakać, ale jestem szczęśliwy, że ta prawda o tym, co się tu działo, w końcu wychodzi na jaw – przyznaje porucznik.

Józef Paczosa, Żołnierz Wyklęty, kartoteka UB

Od stycznia 1943 roku służył w Armii Krajowej. Po opanowaniu Kresów przez Związek Radziecki został rozbrojony, a następnie przymusowo przesiedlony razem z innymi na Zachód. Tak Paczosa urodzony w Biłce Szlacheckiej koło Lwowa trafił do Gościęcina koło Koźla. Tu razem z innymi polskimi przesiedleńcami tworzył struktury organizacji Wolność i Niezawisłość. We wrześniu 1949 roku grupa została rozbita przez UB, a Paczosa aresztowany jako jedna z 40 osób. W lochach kamienicy przy ulicy Piastowskiej spędził pół roku.

– Głodzili nas, trzymali w brudzie, nie pozwali spać i potwornie bili. To były metody NKWD, żeby łamać ludzi. Znęcać przyjeżdżali się nas specjalnie przeszkoleni funkcjonariusze. Straszne byki, a my już wtedy byliśmy wygłodzeni i słabi. Oni siedzieli na górze, pili wódkę i jedli, a potem schodzili do lochów i zabierali się za nas – wspomina Józef Paczosa.

Dzień Żołnierzy Wyklętych w Kędzierzynie-Koźlu
Józef Paczosa chwilę po odsłonięciu tablicy na budynku dzisiejszej bursy szkolnej z wdową po kapitanie Władysławie Wilczyńskim, który razem z nim był więziony i skazany w pokazowym procesie.

W końcu Paczosę przeniesiono do więzienia śledczego przy ulicy Racławickiej, gdzie czekał na proces przed stalinowskim sądem wojskowym. Rozprawa była pokazowa i odbyła się w kozielskim kinie. Józef Paczosa w kwietniu 1950 roku został skazany łącznie na 16 lat więzienia przez Rejonowy Sąd Wojskowy w Katowicach na sesji wyjazdowej w Koźlu wraz z innymi członkami organizacji Wolność i Niezawisłość z terenu Gościęcina. W sentencji wyroku, ich działalność określono jako „nielegalną” i „mającą na celu zmianę przemocą ustroju Państwa Polskiego”. Na wyrok złożyło się także skazanie za dezercję.

– Przysięgałem Armii Krajowej, że nigdy nie opuszczę jej szeregów i będę wierny do śmierci. Nie przysięgałem Stalinowi. Byłem pewien, że zamęczą mnie w tych lochach albo skażą na śmierć, ale jakimś cudem udało się to wszystko przeżyć – mówi porucznik Józef Paczosa.

Skomentuj