Nikt nie chciał wyciągnąć jej dziecku kleszcza. Matka z dzieckiem była odsyłana od drzwi do drzwi

9

Cztery godziny pani Ania z Kędzierzyna-Koźla próbowała uzyskać pomoc dla swojej 5-letniej córeczki, którą ugryzł kleszcz. W przychodni usłyszała, że ma sama usunąć pajęczaka, tak więc zrobiła. Niestety, głowa kleszcza nadal pozostała w skórze dziecka. Odbijała się od drzwi do drzwi, aż w końcu przyjęto ją na SOR.

Każdy rodzic doskonale wie, że gdy tylko dostrzeżemy kleszcza w ciele naszego dziecka, należy go niezwłocznie usunąć. Niestety, nie zawsze wiemy jak, a nawet jeśli nasza wiedza jest wystarczająca, to nie zawsze udaje się to zrobić w całości.

Pajęczak pozostawiony w skórze może być przyczyną wielu problemów. Fragment aparatu gębowego prawdopodobnie nie zwiększa narażenia zachorowania na wiele chorób przenoszących przez kleszcze, natomiast pozostawienie całej głowy lub większego fragmentu pajęczaka wraz z gruczołami ślinowymi może potencjalnie zwiększyć ryzyko zakażenia. Tak więc nie będąc fachowcem trudno ocenić, czy to co zostało w ciele jest niebezpieczne dla zdrowia.

Z tym problemem zmierzyła się pani Ania z Kędzierzyna-Koźla, której córeczka została ugryziona przez kleszcza. Jak się okazało, nie tak prosto usunąć pajęczaka, a w tym przypadku trudno było również uzyskać pomoc medyczną.

Nigdy wcześniej ani ja, ani moja córka, nie miałyśmy do czynienia z kleszczem. Nie wiedziałam, jak go prawidłowo wyciągnąć, wiec zadzwoniłam do mojej przychodni. Kazano mi zrobić to samodzielnie, więc tak też uczyniłam. Niestety głowa kleszcza została w ciele córeczki. Pojechałam do apteki, gdzie pracuje moja koleżanka farmaceutka, również nie potrafiła usunąć pozostałości po pajęczaku – mówi pani Ania.

Kobieta pojechała z córeczką do szpitala, aby skorzystać z punktu nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej działającego przy kozielskim szpitalu. Niestety, nie została tam przyjęta, zrezygnowana udała się więc na Szpitalny Oddział Ratunkowy.

–  Na SOR chcieli ode mnie zaświadczenia na piśmie, że w punkcie nocnej i świątecznej pomocy mnie nie przyjęto. Byli bardzo zdziwieni, że nie udzielono nam pomocy – opowiada pani Ania.

Kobieta zgodnie z wytycznymi poszła po zaświadczenie o nieudzieleniu pomocy. Przekazała je lekarzowi na SOR i w końcu została przyjęta.

Cała akcja od momentu wgryzienia kleszcza trwała około 4 godziny. Nie wiedziałam, gdzie w tym mieście mogę uzyskać pomoc. Wszędzie przed przychodniami czytamy plakaty informujące o tym, jak ważne jest szybkie i skuteczne usunięcie kleszcza, a w rzeczywistości jesteśmy pozostawieni z problemem sami sobie. Nie chciałam zajmować czasu na SOR, bo przecież trafiają tam ciężkie przypadki, wymagające niezwłocznej pomocy. Jednak brak innej formy pomocy w naszym mieście zmusił mnie do tego, aby tam prosić o przyjęcie. Cały zabieg trwał zaledwie kilka minut, a zamieszania i nerwów zdecydowanie za dużo – podkreśla pani Ania.

Szpital ustosunkował się do historii pani Ani, przyznając, że nie powinno dochodzić do tego typu sytuacji.

Rozumiemy niepokój pani Anny jako rodzica, jak również to, że chciała uzyskać natychmiastową pomoc w tej stresującej sytuacji. Jesteśmy przekonani, że nawet w tak niedużej, z punktu widzenia medycznego, sprawie, powinniśmy pomóc bez zbędnej dyskusji i zwłoki, udzielając fachowej pomocy lekarskiej z ambulatoryjną włącznie. Mimo trudności i nieporozumienia tak zresztą się stało – mówi Adam Liszka, osoba upoważniona do udzielania informacji w imieniu szpitala.

Lekarz w punkcie Nocnej i Świątecznej Opieki nie ma możliwości udzielenia pomocy ambulatoryjnej i stąd prawdopodobnie powstała okoliczność odesłania na SOR w celu pomocy. Był to najbliższy możliwy do szybkiej realizacji kontakt ambulatoryjny.

– Zabrakło z pewnością empatii w postępowaniu SOR i w rozpoznaniu dokumentacji sprawy dotyczącej tego przypadku (…) Jednak należy pamiętać, iż specyfika pracy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego jest taka, iż każdy nawet najmniejszy przypadek skorzystania z jego pomocy musi być dobrze udokumentowany. Przepraszam za brak empatii i niepotrzebne kłopoty z tym związane. Postaramy się tak udrożnić procedury i uczulić osoby zarówno w punkcie Nocnej i Świątecznej Opieki Medycznej jak i na SOR, by takich sytuacji uniknąć.  – dodaje Adam Liszka.

9 KOMENTARZE

  1. Wychodzi na to, że z kleszczami TEŻ NALEŻY zgłaszać się do straży pożarnej😕 , bo obecna służba zdrowia „leczy” TYLKO telefonicznie. Chociaż czytałem, że w przypadku pożaru w jakiejś przychodni czy szpitala (wzorem tzw. opieki medycznej), strażacy powinni telefonicznie poinformować takiego lekarza jak ma SE ugasić ten pożar😉

  2. tak… święta „dokumetacja”… Przez biurokrację i dewianctwo upadł Rzym, Unia Jewropejska też padnie…. Oby jak najszybciej żeby straty w mózgach i majątku były do odrobienia.

  3. pracowałem w lesie jako pilarz,parę kleszczy miałem ,jedna zasada niebawić się w jakieś cuda typu polewanie go olejem itp.trzeba go bardzo mocno chwycić paznokciami i to jak najgłębiej ,wyrwać nawet z kawałkiem skóry ,zostanie rana która żle się goi ale lepsze to niż borelioza która jest nieuleczalna ,a rana z czasem się zagoi .trzeba to zrobić w szybki sposób żeby skurczysyn .niezdążył wpuścić jadu do krwioobiegu ON tak się broni.miejsca gdzie najszybciej je znależć to przeważnie miejsca intymne gdzie skóra jest najcieńsza i tam jest ciepło.jeśli ktoś to czytał to fajnie .POZDRAWIAM .

  4. Matka kompletnie nie pomyślała. mogła zadzwonić do przychodni i powiedzieć że jej córka ma kleszcza zakażonego ŚWIRUSEM i od ręki by ją wzięli. Ba! Nawet karetka by przyjechała!
    Nie wiem do jakich jeszcze absurdów musi dojść w Naszym kochanym kraju aby ludzie się w końcu obudzili i zauważyli tą szopkę dookoła nas….

Skomentuj