Ministerstwo odpuszcza lądowiska niektórym szpitalom. Nasz już wydał milion i zbudował

0

Będą wyjątki w przepisach nakazujących szpitalom prowadzącym oddziały ratunkowe dysponowanie lądowiskami dla śmigłowców medycznych. Tam, gdzie ich jeszcze nie ma, szpitale kalkulują teraz, że skoro ministerstwo mięknie, może pojawią się kolejne ustępstwa, a dzięki temu uniknąć będzie można poważnych wydatków. W Kędzierzynie-Koźlu już na to za późno.

Powiat kędzierzyńsko-kozielski i jego Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej zdecydowali na początku zeszłego roku, że będą budować lądowisko, choć w budżetach im się nie przelewa. Już w sierpniu było ono gotowe. Znajduje się na kozielskiej wyspie. Kosztowało milion złotych i jak dotąd raz wylądował na nim śmigłowiec, który zabrał pacjenta naszego szpitala do innej placówki. Czy zatem ta inwestycja na pewno była potrzebna?

To pytanie kolejne władze powiatu i SP ZOZ zadawały sobie od lat. Wymóg był jednak wymogiem. Ministerstwo Zdrowia postawiło wszystkim szpitalom prowadzącym oddziały ratunkowe ultimatum – brak lądowiska będzie oznaczał, że nie spełniają wymogów niezbędnych do podpisania kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Taki scenariusz oznaczałby dla naszej lecznicy mocne uszczuplenie wpływów finansowych i zapewne również konieczność dotkliwych redukcji personelu.

Ostateczny termin wejścia w życie przepisów nakazujących dysponowanie lądowiskami kilkukrotnie przesuwano, bo szpitalom trudno było wysupłać pieniądze na ich budowę. Teraz jest to rok 2017.

W praktyce system ratownictwa medycznego funkcjonuje tak, że śmigłowce medyczne wysyłane są zazwyczaj tam, gdzie konieczny jest błyskawiczny transport do odległej placówki albo nie ma karetki. Kędzierzyn-Koźle obsługuje Lotnicze Pogotowie Ratunkowe z bazą w Gliwicach. Przeważnie śmigłowce lądowały u nas, jeśli na przykład trzeba było przewieźć osobę ranną w wypadku do szpitala w którymś z dużych ośrodków. Trudno byłoby uzasadnić wysyłanie śmigłowca po pacjenta z terenu miasta lub powiatu, który ma trafić na oddział ratunkowy w Koźlu, jeśli może to wykonać karetka. Jednocześnie nasz szpital nie jest na tyle specjalistyczny, żeby trafiali do niego – poza wyjątkowymi sytuacjami – pacjenci z innych regionów. To lądowisko w Koźlu jak na razie prawie nie jest wykorzystywane.

Nawet po wejściu w życie projektu nowej ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym nasz SP ZOZ nadal będzie miał obowiązek dysponować lądowiskiem, jeśli chce utrzymać kontrakt na SOR. Tak samo jak większość innych szpitali. Planowane przepisy czynią wyjątek tylko dla tych placówek, które nie mogą zbudować lądowisk ze względu na zapisy planów zagospodarowania przestrzennego albo warunki zabudowy –  czas przejazdu karetki z lądowiska do szpitala nie może być dłuższy niż 5 minut. Skorzystają z tego więc na przykład szpitale mieszczące się w zabytkowych budynkach w centrach miast. Kto wie jednak, w jaką stronę będą zmierzać kolejne zmiany prawa albo czy wymóg dysponowania lądowiskami nie zostanie przesunięty o kolejnych kilka lat. Wtedy może się okazać, że na wszystkim lepiej wyjdą szpitale, które zwlekają z inwestycją. O ile oczywiście lądowisko nie jest im rzeczywiście potrzebne.

Skomentuj