Miłość silniejsza od niepełnosprawności. Justyna i Miłosz powiedzą sobie „tak”!

5

Dla jednych ta miłość jest trudna, pełna obaw i poświęceń, lęku o jutro, wysiłku i łez, dla innych jest po porostu uczuciem godnym pozazdroszczenia. Dla Justyny i Miłosza to jedyne najprawdziwsze uczucie, jakim obdarzyli siebie nawzajem. Wózek inwalidzki, nieuleczalna choroba? To tylko tło, bo jak mówią, przyszli małżonkowie żyją i kochają tu i teraz, bo nikt nie wie, co będzie jutro.

Już w najbliższą sobotę odbędzie się ślub Miłosza Klimczaka i Justyny Zając. Sami nieraz słyszą pytania o to,dlaczego zdrowa osoba wchodzi w związek małżeński z niepełnosprawnym? Przecież to takie poświęcenie…  Jak się okazuje, wciąż niewiele wiemy o prawdziwej miłości, która bez wątpienia połączyła Miłosza i Justynę, spychając w cień podstępną chorobę. Wystarczy ich poznać, by zrozumieć, jak wciąż nieodkryta jest moc uczuć.

On…

Miłosz Klimczak to 37-letni mieszkaniec naszego powiatu. Każdy zna tego twardziela od dziecka dzielnie walczącego z ciężką chorobą, jaką jest zanik mięśni. Nie czekał nigdy bezczynnie, aż ktoś wesprze go finansowo, sam organizował wiele imprez dla mieszkańców miasta i jednocześnie zbierał pieniądze na leczenie. Niektóre pozwalały, na zasilanie konta fundacji wspierającej jego leczenie, inne niestety nawet się nie zwracały. Jednak on nigdy się nie zniechęcał,  nie narzekał i nie narzeka, zawsze mówi: „jest dobrze, kolejnym razem się uda”. Ci, którzy nie znają Miłosza, widzą w nim tylko niepełnosprawnego człowieka, który jest skazany na pomoc innych. Ci jednak, którzy go znają dostrzegają niezwykłego siłacza, którego optymizm i poczucie humoru są godne pozazdroszczenia. Wystarczy spędzić trochę czasu w jego towarzystwie, by zapomnieć, że jest osobą ciężko chorą. Chce być traktowany jak wszyscy, nie chce współczucia i politowania, chce żyć jak najlepiej i spełniać swoje marzenia. Wózek utrudnia, ale nie uniemożliwia. Nic więc w tym dziwnego, że zakochała się w nim Justyna.

Ona…

Justyna Zając ma 38 lat i pochodzi z Opola. Dla Miłosza zmieniła całe swoje życie, zostawiła dom rodzinny i przeprowadziła się w nasze strony.  Zakochała się nie tylko w nim, lecz również w całej jego niezwykłej rodzinie. Wiele razy powtarza, że nie lubi, jak ktoś mówi, że bycie z Miłoszem to poświecenie. Ona tak tego nie widzi, docenia to, że na jej drodze pojawił się ktoś, kto kocha ją całym sercem, jest wartościowym człowiekiem i jednocześnie mimo choroby, z którą się zmaga, codziennie dba o to, aby na jej twarzy zagościł uśmiech. Justyna bardzo wspiera Miłosza we wszystkich jego pomysłach, inicjatywach w pozyskaniu środków na kolejne leczenie.  Stoi u jego boku zawsze, dając mu wsparcie i wiarę. Nie myśli o tym, co będzie jutro, bo jak sama wiele razy podkreśla, nikt z nas nie wie, co wydarzy się następnego dnia.

Oni… i ślub w kolorze blue

Poznali się w 2014 roku przez internet, czatując razem przez wiele godzin. Rozmowy telefoniczne nie miały końca, aż Justyna postanowiła odwiedzić Miłosza. Od samego początku znajomości Justyna wiedziała, że Miłosz jest osobą niepełnosprawną i nie stanowiło to dla niej, żadnego problemu.

– Rozmowa, poczucie humoru, sposób bycia i ta zwykła normalności chyba najbardziej mnie urzekły. Po prostu idealnie mi przypasował, bo nie było w tej relacji żadnej sztuczności. Chciałam porozmawiać z nim twarzą w twarz. Pamiętam mój pierwszy przyjazd do Miłosza, oczywiście zabłądziłam, ale w końcu dotarłam. Przywitał mnie ogromny pies, następnie podszedł tato i dobiegła mama w wałkach, która poczęstowała mnie pysznymi racuchami. Miłosz się śmieje, że ja to chyba bardziej zakochałam się w racuchach mamy – opowiada rozbawiona Justyna. – Podobała mi się naturalność i otwartość  w tej rodzinie. Taki też jest Miłosz – dodaje.

Dla Miłosza w Justynie najpiękniejsze było niezwykłe podejście do życia, bardzo dopasowali się charakterami i poczuciem humoru. Justyna odwiedzała Miłosza coraz częściej, a po dwóch latach para postanowiła wspólnie zamieszkać.

– Nigdy nie traktowałam go jako osobę niepełnosprawną, nie lubię jak on mówi czasami, że jest kaleką. Dla mnie ten termin nie istnieje, nie w jego przypadku. Przecież nawet jeśli zwiążemy się ze zdrowym człowiekiem, nigdy nie wiemy, co życie przyniesie. Wypadek i wózek, przecież to może się zdarzyć. Nie ma dożywotniej gwarancji, że ktoś będzie cały czas stał u naszego boku w pełni zdrowia i sił. Ja nie musiałam się przyzwyczajać do wózka, bo on był od samego początku. Zresztą Miłosz to prawdziwy wariat, czasami żartuje sobie ze mnie, że coś mu się dzieje, ja biegnę jak oszalała, a on wtedy mówi, że tylko żartuje. Oczywiście złoszczę się o to, ale szybko mi przechodzi – mówi z uśmiechem Justyna.

Miłosz sam nie potrafi jeść, ktoś musi mu pomagać. Dla Justyny jest to tak naturalna czynność jak pocałunek o poranku, już na pierwszej randce go karmiła i dla niej nie ma w tym nic dziwnego. Robią wszystko to, co normalne pary, jeżdżą na wycieczki, chodzą do kina. Oczywiście jest to nieco trudniejsze, jednak oni radzą sobie z każdą przeszkodą. Miłosz nadrabia niepełnosprawność fizyczną wyostrzonym umysłem. Jak mówi przyszła małżonka, to właśnie on jest mózgiem związku, pracuje i realizuje wiele swoich pasji, zaskakując przy tym wielokrotnie Justynę.

– Rodzina Justyny również mnie zaakceptowała, nie patrzyli na to, że jestem na wózku, nie odradzali jej związku ze mną. Bałem się, że jak tam pojadę, jej rodzina będzie mnie wytykać kijem. Okazało się zupełnie odwrotnie. To niezwykli ludzie – opowiada Miłosz.

– U nas nigdy nie było czegoś takiego, że jeśli ktoś jest chory, niepełnosprawny, to jest gorszy i trzeba patrzeć na niego z litością. Osoby które dyskwalifikują innych za dysfunkcję sami są tak naprawdę bardzo nieszczęśliwi – dodaje Justyna.

Przyszli małżonkowie zgodnie podkreślają, że warto być szczęśliwym tu i teraz, nawet jeśli tylko przez chwilę. Nie można bać się jutra, bo szczęścia nie znajdzie się dziś.

Za kilka dni para powie sobie sakramentalne „tak” i wyjedzie na tydzień miodowy nad morze.  Ponieważ bez wątpienia są oryginalną parą, ich weselne kreacje też będą oryginalne, bo w kolorze niebieskim. Miłosz będzie miał garnitur tej barwy,  a biel sukienki Justyny będzie złamana niebieskimi dodatkami. Młodzi już nie mogą się doczekać ceremonii i wesela, cieszą się, że w końcu będą małżeństwem.

– Chce czerpać z życia pełnymi garściami, uśmiechać się każdego dnia i dziękować za to, że mam u boku ukochaną kobietę.  Moje marzenie o weselu i prawdziwej miłości w końcu stało się rzeczywistością. Tym samym apeluję do innych niepełnosprawnych, aby nie rezygnowali  ze swoich marzeń, nie poddawali  się, bo życie może być piękne mimo trudności – podsumowuje Miłosz.

5 KOMENTARZE

  1. Kochani.Życzę Wam,by miłość i szacunek dodawały sił.Najpiękniejszych lat.A my-przyjrzyjmy się sobie i naszym rodzinom.Czy gonimy za wiatrem?

Skomentuj