Jeśli oni zachorują, nie będzie komu chować zmarłych. Pracownicy branży pogrzebowej czują ciągłe zagrożenie

9

Dużo się mówi o medykach, którzy odziani w stroje ochronne walczą o nasze zdrowie i życie w pandemicznej rzeczywistości. Niewiele natomiast o pracownikach branży pogrzebowej, a przecież liczba zgonów znacznie wzrosła. Nie mają odzieży ochronnej, odpowiednich środków, a nawet pierwszeństwa do szczepienia, mimo, że z wirusem COVID-19 stykają się bardzo często. Zatrudnieni w branży pogrzebowej też chcą czuć bezpieczeństwo.

W ostatnich miesiącach nastąpiła rekordowa liczba zgonów. Pandemia wciąż jest w natarciu, mimo pojawienia się szczepionki nie widać odwrotu. Lekarze, pielęgniarki, pracownicy służby zdrowia codziennie ryzykują, aby pokonać niewidzialnego wroga, jakim jest wirus. Jednak są ludzie, którzy obcują z zagrożeniem, będąc na ostatniej linii frontu, gdy zajmują się tymi, którzy przegrali walkę z chorobą. O nich nie mówi się wcale, bo śmierć jest tematem tabu. Dla pracowników branży pogrzebowej to jednak codzienność. W pandemii narażają siebie i bliskich na zakażenie wirusem COVID-19, bo nawet nie wiedzą, na co zmarła osoba, którą muszą wyprawić w ostatnią drogę.

Zajmują się zmarłymi bez odpowiedniego zabezpieczenia, bez odpowiednich procedur, narażając się na zachorowanie. Wszystko dlatego, że koronawirus formalnie nie jest chorobą zakaźną. Nie został dopisany do listy chorób zakaźnych w rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 6 grudnia 2001 roku w sprawie wykazu chorób zakaźnych, w przypadku których stwierdzenie zgonu wymaga szczególnego postepowania ze zwłokami. Pracownicy nie zawsze maja wiedzę na co zmarła osoba, którą przygotowują do pochówku. W dokumentacji, którą otrzymują, nie ma jednoznacznego zaznaczenia, że denat zmarł na COVID-19, dowiadują się o tym przypadkowo od innych osób.

Przy normalnych zgonach pracownik może jechać w ubraniach przeznaczonych do odbioru zwłok, przy covidzie musi ubierać się w specjalny kombinezon. Do celów pochówkowych potrzebujemy aktu zgonu, to jedyne  świadectwo, na co osoba zmarła. Czasami mam wgląd do zapisu lekarza, a czasami tylko do trzeciej części dokumentu, która przeznaczona jest na cmentarz. Tam jest tylko punkt, czy to była choroba zakaźna. Najczęściej jest wpisane, że nie, mimo że w dokumentacji lekarskiej jest zaznaczone, że pacjent zmarł na covid. To, że przypadkiem dojdzie do mnie informacja, bo jakaś życzliwa nam osoba da znać, abyśmy uważali, to jest już inny temat. Ja powinienem wiedzieć już z dokumentów, które rodzina do mnie przynosi, czy zmarły może stanowić dla nas zagrożenie – mówi Piotr Pabisz, dyrektor Miejskiego Zakładu Cmentarnego.

Dla mnie taka informacja jest ważna, bo tylko dzięki temu mogę przygotować i odpowiednio zabezpieczyć moich pracowników. Jest nas tak mało, zaledwie kilka osób. W takim mieście, jak nasze, byłby to dramat, jakbyśmy zachorowali. Trudno będzie kogoś nowego wdrożyć. Najgorsze, że nikt nie chce nam pomóc, ani szczepieniami, ani rzetelnymi informacjami. Ciągle mamy pod górkę – dodaje.

O zmiany w ustawie i uwzględnienie sytuacji pracowników pogrzebowych walczy już od początku pandemii Krzysztof Wolicki, prezes Polskiego Stowarzyszenie Pogrzebowego.

O nas się zapomniało… Zadałem kiedyś pytanie, dlaczego nie jesteśmy objęci szczepieniami w pierwszej kolejności, usłyszałem, przecież jesteście na ostatniej linii frontu, odbieracie zwłoki w worku, trumnie, nie macie styczności. Zapytałem, a zgony covidowe w domu? Na to już nie uzyskałem odpowiedzi. Tak naprawdę ze zmarłymi na koronawirusa mamy styczność na okrągło. Niestety nie jest on zakwalifikowany jako choroba zakaźna, gdyby tak było, mielibyśmy proste procedury. Wiedzielibyśmy, jak postępować, aby uchronić się od zakażenia. Nie chcą wpisać covidu jako choroby zakaźnej, ponieważ zakłady pogrzebowe musiałby pochować zmarłego w ciągu 24 godzin. Jednak tak nie jest, przecież w rozporządzeniu można byłoby po prostu wprowadzić zmianę i wydłużyć ten czas, a nie serwować taki bezsensowny przepis. Wystarczą rozmowy i wspólne wnioski, jednak tego wciąż brakuje, nikt nas nie słucha – mówi Krzysztof Wolicki.

Jak podkreślił Krzysztof Wolicki, błędne jest myślenie, że po śmierci zagrożenie znika, dla pracowników pogrzebowych wciąż istnieje.

Nie można tego stwierdzić tym bardziej, że nie ma żadnych dowodów na to, że od zwłok nie można się zarazić. Im mniejsza temperatura, tym większa przeżywalność wirusa, w ciele w temperaturze w granicach 10 stopni wirus przeżywa około tygodnia, w moczu nawet trzy tygodnie. Worki, w które wkładamy ciała, nie są odpowiednie dla chorób zakaźnych. Nie mamy pewności, czy przez uszkodzony worek nie wydostanie się wirus – zaznacza.

9 KOMENTARZE

  1. Chciałbym nieśmiało zauważyć, że chociaż trup niekiedy pierdnie, to raczej nie kaszle i nie kicha, zatem wystarczy po kontakcie z ciałem odkazić ręce spirytusem.

    • A że pracownicy tej branży dosyć często się odkażają (sądząc po twarzach większości z nich) to powinni być spokojni o swoje zdrowie!

  2. Jak zwykle ludzie potrafią tylko głupoty pisać. Są grupy zawodowe które mają zwiększone ryzyko zarażenia się.
    Są to na pewno: lekarze, pielęgniarki, salowe, ratownicy czyli wszyscy z branży medycznej, sprzedawcy, listonosze, kurierzy i wszyscy ci których praca wymaga kontaktu z innymi osobami. A więc pracownicy prosektorium czy zakładów pogrzebowych nie są wyjątkami i w ten sposób każdy z w/w zawodów może powiedzieć że jak ich zabraknie to dana branże się załamie…. Na pewno wszyscy musimy uważać i przestrzegać zasad….

  3. Raczej taki zmarły nie wydziela już „kropelek” (nie oddycha) a z tego co mi wiadomo wirus przenosi się drogą kropelkową. Druga sprawa to przez prawie cały rok pracowali przy takich zwlokach i co? … a szczepionki nie było

  4. No, to już naprawdę są jakieś jaja! Coronavirus u zmarłego tez nie zyje!!! Umarł, razem z umarłym! Po co w ogóle pisać taki tekst? Wysłać im studenta medycyny i im wytłumaczy, że są najbardziej bezpieczni ze wszystkich zawodów.

Skomentuj