Dla Masajów stała się prawdziwym przyjacielem. Podróżniczka z Kędzierzyna-Koźla dobrym duchem na Zanzibarze

23

Nie chciała, aby o niej pisano, nie chciała, aby o niej mówiono. Chciała tylko zrobić coś dla tych, dla których nikt nic nie robi. W świecie, gdzie o bydło troszczy się bardziej niż o własne dzieci, postanowiła wnieść swoją iskierkę nadziei. Dać szansę tym, do których nikt nigdy nie wyciąga ręki. Policjantka z Kędzierzyna-Koźla opowiedziała nam o swoim życiu poświęconym pomocy innym.

Ania nie chciała rozgłosu, informowania innych o tym, czym się zajmuje, nie chciała nawet wsparcia, czy jakiejkolwiek formy pomocy. To koledzy i koleżanki z pracy dostrzegli w jej działaniach coś wyjątkowego i namówili, by podzieliła się tym z innymi. Sami ją wsparli i nadal wspierają, gdy tylko znowu decyduje się pomagać. Policjantka z Kędzierzyna-Koźla każdego roku, już od kilku lat, wyjeżdża do Tanzanii pomagać tym, o których zapomniano. Po długich namowach zdecydowała się opowiedzieć nam o swojej przyjaźni z Masajami, szacunku, fascynacji, ale przede wszystkim o tym, co wnieśli do jej życia.

Zawsze odnajdywała w podróżach równowagę, zapominając o wszystkich troskach. Była w między innymi w Kenii, Tunezji, Maroku, Egipcie, Algierii, Tajlandii, Laosie, Kambodży, Indonezji, Malezji, Singapurze, Portugalii, lecz serce zostawiła w Tanzanii. Kiedy zupełnie przypadkowo trafiła do Zanzibaru i zobaczyła warunki, w jakich żyją Masajowie, coś w niej się pojawiło, ogromna potrzebę pomagania im.

– Wdziałam biedę w Azji i wielu innych krajach, natomiast w Tanzanii to zupełnie inne ubóstwo. Kiedy odwiedziłam Masajów, chciałam poznać ich życie, zobaczyć, jak mieszkają, zrozumieć, dlaczego tak, a nie inaczej funkcjonują. Wszyscy o nich zapomnieli i to było tam bardzo odczuwalne – opowiada policjantka.

Zorganizowano zbiórkę w komendzie i wróciła do niewielkiej wioski jeszcze raz. Teraz, dzięki kupionemu przez policjantów panelowi słonecznemu, w kilku domach i na podwórku jest prąd, dzieci mają artykuły szkolne i ubrania. Zainicjowała również wybudowanie w masajskiej wiosce pomieszczenia sanitarnego. Dzięki temu mieszkańcy mogą się teraz myć i korzystać z toalety, nie narażając się nocą na ataki dzikich zwierząt. Dzięki niej pojawił się również pierwszy murowany dom w wiosce. Postanowiła zapewnić Masajom alternatywne źródło wody. Już podczas budowy domu uwzględniła konstrukcję dachu umożliwiającą zbieranie deszczówki. Co tak ujęło ją w Masajach?

– Dla nich nie jest problemem, że żyją tak, a nie inaczej. Dla nich nie jest kłopotem brak wody, po prostu piją ją z kałuży. Dziecko jest chore, to trzy dni leży na ziemi i to jest dla nich codzienność. Mają jednak wiele zalet, są rodzinni, pomocni, nie przejmują się nieistotnymi sprawami. Nie mają telefonów komórkowych i po prostu z sobą rozmawiają. Jedyne, czym się martwią, to chorobą bydła, bo to właśnie bydło jest dla nich najważniejsze. Mówią, że my mamy pieniądze, a oni bydło, które jest ich bankiem, bo zawsze mogą je spieniężyć. Jak tylko przyjeżdżam, zajmuję się dziećmi, bo one chore z gorączką potrafią leżeć kilka dni na dworze, a rodzice nie idą z nimi do lekarza – zaznacza.

Ania wraca do wioski co roku i dość szybko się tam zaaklimatyzowała, mimo że warunki nie były komfortowe. Śpi się na ziemi, patykach, lecz nie narzeka, bo ona nie przyjeżdża tam odpocząć, tylko ciężko pracować.

– Nie chcę zmieniać ich życia, pokazać, jak jest fajnie w Europie. Ja po prostu chcę tylko trochę ułatwić im codzienność. Jak zamontowaliśmy panel słoneczny, przestały podchodzić w nocy dzikie zwierzęta, dzieciaki mogły wieczorem się uczyć, czytać. Cały czas mi za to dziękują – opowiada.

Kobieta nie ukrywa, że w świecie, gdzie rządzą tylko mężczyźni, białej kobiecie z Europy trudno było namówić ich do jakiejkolwiek inicjatywy.

– Nie potrafią wielu rzeczy, trzeba im wszystko pokazywać. Jak wykopać dołek, jak przybić gwoździa, tam nikt nie chodził do szkoły. Z mojej inicjatywy udało się posłać do szkoły dwójkę dzieci. One są bardzo chętne do nauki, bardzo się cieszą i chcą zdobywać wiedzę. Jak tylko wracam do nich, to na powitanie pytają, czy przywiozłam im książki. Chłopak, który marzył, by mieć zegarek, nauczył się odczytywać godziny w zaledwie jedno popołudnie. U nas niektóre dzieciaki nawet nie chcą się tego uczyć. Problem jest jednak taki, że rodziny nie chcą, by ich dzieci się uczyły. Lepiej jak pasą krowy, pracują. Tak więc miesiące namawiania, wyjaśniania, że jak dziecko zdobędzie wiedzę, będzie mogło mieć lepszą praca, a co za tym idzie, więcej zarobi i kupi krowy. Ten argument ich przekonał – mówi Ania.

Początkowo Masajowe mieli do niej ogromny dystans, dzieci uciekały, krzycząc, „biały człowiek, biały człowiek!” Teraz wszystko się odwróciło, wyczekują na jej kolejny przyjazd i witają ją jak najlepiej potrafią.

– Przybiegają do mnie jak do kogoś bliskiego, nawet z innych wiosek. Na początku uciekali ode mnie, bali się mnie, bo nigdy nie widzieli białego człowieka, teraz traktują jak przyjaciela – dodaje.

– Zazdroszczę im tego, że mają czas na rozmowę. Oni problemy rozwiązują sami, nie żyją problemami innych ludzi. Niczego innym nie zazdroszczą. Jestem pod wrażeniem jak sobie wzajemnie pomagają, nie mają niczego, ale wszystko oddadzą, jeśli ktoś inny jest w potrzebie. Mają w sobie wiele spokoju, jedyny ich problem to choroba bydła, czy łapanie wody do naczyń, gdy deszcz pada. W Europie nie doceniamy tego, co mamy, oni cieszą się każdą chwilą, każdą drobnostką – podkreśla.

Jak przyznaje podróżniczka, nauczyła Masajów wiele, nawet przytulania, czułości i większej troski o dzieci, nauczyła uprawiać warzywa, hodować kury, wszystko po to, by mieli co jeść.

– Oni nauczyli mnie wiele, ale ja również dużo wniosłam do ich życia. Nauczyłam ich uprawiać rośliny, hodować kury, a nawet przytulać. Nie znali przytulania, teraz robią to z chęcią. Kiedy okazując mi wdzięczność, przytulają, jest to dla mnie niezwykłe doświadczenie – mówi.

Marzeniem Ani jest stworzenie szkoły dla dzieci masajskich, aby każde z nich miało dostęp do wiedzy.

23 KOMENTARZE

  1. Ble ble ble wszytko na pokaz, jak komus pomagam, to nie robie z tego rozgłosu, ok spoko kobieta ze pomaga, ale po co się chwalić

  2. Tak z ciekawości, jak wiecznie narzekający przedstawiciel budżetówki może co roku wyjeżdżać na wczasy do Afryki, brawo za kreatywność.

    • Realista, nie kupuj nowego telewizora 60 cali co dwa lata, skrzynki piwa co tydzień a tobie tez uda się zaoszczędzić żeby wylecieć za granicę na urlop.

      • Chyba żartujesz, jestem rencistą bez prawa do cotygodniowych dotacji z mopsu czy caritasu i ledwo mi starcza na miesięczne przeżycie, tak wygląda prawda po 30 latach haruwy po 12 godz.

  3. Chwalić trzeba również to, że wyprawa Tej Pani na Zanzibar ma jakiś sensowny cel a nie jak nasze celebrytki jeżdżące tam głównie w celu pokazywania doopy.

    • A piszę to z czystej zazdrości – bo na moją tłustą doopę nikt nie chce nawet spojrzeć, więc chociaż po wolacku i katolicku pooceniam sobie innych.

  4. Pomagać, a pomagać bo to są dwie różne rzeczy. W Polsce pani funkcjonariuszko też jest sporo biedy i potrzebujących…. Raczej to były podróże w celu zwiedzania i ewentualnie poznawania kultury a nie pomoc.
    A takie wyjazdy to nie tania impreza chyba że ktoś sponsorował albo łapówki….

    • Tubylca nasza polska zawiść zżera. Sam nikomu nie pomoże, ale jak ktoś inny pomaga i gazeta o tym napisze to mu to przeszkadza. Może się Tubylcu zainspirujesz i coś zrobisz dla tych biednych i potrzebujących, o których piszesz? A gwarantuję, że za jakiś czas KK24 o tobie też będzie mogła napisać (bo będzie miała o czym!)

      • Nie lubisz prawdy. Jak mnie zazdrość zżera co jest nieprawdą to ciebie szlag trafia bo nie jestem głąbem jak ty. Klakierów co cieszą się i klaszczą z bele g**na jest sporo. Nawet niewiedzą czemu klaszczą ot takie głupki. A że do tego jesteś ślepcem i nie widzisz biedy wokół siebie tylko piszesz te miernoty… A sztucznej reklamy nie potrzebuje nie jestem celebrytą chyba że ty masz parcie na szkło że tak bredzisz.

  5. Do tubylca, jeżeli w Polsce jest taka bieda to opowiedz nam jak ty pomagasz tym biednym i wierz mi że aby wyjechać za granicę nie trzeba brać łapówki.

    • Nie prawda ! Czeba zapłacici lapufkem bo tak mi powiedzieli i ja zapłaciłem i teras czekam asz mi powiedzom i pojadem na wycieczke zagranice do Zwionzku Radzienckiego !!

Skomentuj