Uświadamiają bezdomnym, że można żyć inaczej. Streetworkerzy i ich niezwykła praca

4

Chodzą do miejsc, z których inni ludzie uciekają. Smród ludzkich odchodów, brud i czyhające niebezpieczeństwa to ich codzienne środowisko pracy. Podają dłoń ludziom, których większość z nas omija szerokim łukiem. Streetworkerzy działają w Kędzierzynie-Koźlu już od kilku lat. Dzięki nim zmniejszyła się liczba osób bezdomnych na naszych ulicach. Opowiedzieli nam o swojej pracy

Są ludzie, dla których świat wygląda zupełnie inaczej niż dla przeciętnego Kowalskiego. To świat wrogi i zniewalający. Nie mają domów lub nie chcą do nich powrócić, żyją z dnia na dzień i akceptują swoją specyficzną wolność. Często chorują, nie jedzą jak należy, nie leczą się i umierają w zapomnieniu. Blokują się na pomoc, nie chcą jej, nie uświadamiając sobie, jak bardzo jest im potrzebna. Bezdomność to problem, który istnieje i jest bardzo złożony. Problem, którego rozwiązywanie można powierzyć ludziom z odpowiednim podejściem i zrozumieniem. Takimi osobami są streetworkerzy, osoby pracujące z bezdomnymi w ich środowisku.

Aneta Cież i Daniel Kowaś zajmują się streetworkingiem w Kędzierzynie-Koźlu. Mają swoje rodzinny, pracę zawodową, lecz wolne chwile poświęcają bezdomnym. Aneta jest strażnikiem miejskim, Paweł również nim kiedyś był, teraz realizuje się w innym zawodzie. Jednak to, co ich łączy, to relacje, jakie wypracowali sobie z bezdomnymi. Chodzą w niebezpieczne, odpychające środowiska, aby dotrzeć do bezdomnego, któremu być może potrzebna jest pomoc. Nie wiedzą, czego mogą się spodziewać i jak dana osoba zareaguje na ich pytania, na ich obecność. Streetworkerzy ryzykują swoje życie, aby uratować inne.

– Miejsca przebywania osób bezdomnych to środowiska, gdzie wyraźnie czuć zapach ludzkich odchodów, jest brudno i często niebezpiecznie. Proszę sobie wyobrazić zwykłego mieszkańca, który przychodzi w takie miejsce? Cofa się, nie chce w tym uczestniczyć, kręci nosem. My, wchodząc w takie środowiska, utożsamiamy się z tą osobą, nie przeszkadza nam to, co się tam dzieje, nie krytykujemy i nie oceniamy. Jesteśmy tam po to, aby zobaczyć, czy ta osoba jest zdrowa, czy nie potrzebuje naszej pomocy, wsparcia i czy już jest gotowa na pomoc – mówi Aneta Cież.

– Chodzimy tam, gdzie wiemy, że przebywają osoby bezdomne oraz tam, gdzie tylko przypuszczamy, że mogą przebywać. Jak się okazuje, w naszym mieście są takie miejsca, które nawet przez myśl by nam nie przeszły jako lokum dla bezdomnych – mówi Daniel Kowaś.

Dla streetworkerów największym sukcesem jest, gdy osoba bezdomna uświadomi sobie, że można żyć inaczej. To już krok milowy, jeśli decyduje się wykąpać, ogolić, wybrać się po ciepły posiłek, wyrobić dowód osobisty lub przyjść po więcej informacji do MOPS-u. Aneta i Daniel pracują z bezdomnymi z Kędzierzyna-Koźla już kilka lat i efekty ich pracy są zauważalne.

– Kiedy chodzę w ramach rekonesansu razem ze streetworkerami w środowiska osób bezdomnych, gołym okiem widzę różnicę w odbiorze mojej osoby. Na mnie patrzą podejrzliwie, nawet nie odpowiadają na zadane pytania, natomiast z nimi chętnie rozmawiają – mówi Joanna Kwaśniewska, pracownik do spraw osób bezdomnych Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

– Dobrym przykładem jest sytuacja, kiedy idziemy wspólnie do pewnego pana i on widząc z nami panią Kwaśniewską, już na dzień dobry woła, że gości nie zapraszał. Nawet nie chciał na nią spojrzeć – dodaje Daniel.

– Bezdomni są bardzo nieufni. Stracili w życiu już wszystko i nie chcą pomocy od nikogo. Urzędy według nich są nastawione negatywnie, nawet jak pojawią się w MOPS to z wielką agresją. Nie wiedzą, co ich tu czeka. Dlatego właśnie streetworkerzy łamią te bariery, przygotowują bezdomnych do spraw, które ich nieco przerażają – podsumowuje Joanna Kwaśniewska.

Pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej od zawsze próbowali dotrzeć do osób bezdomnych. Wychodzili na ulicę i starali się przekonać takie osoby do zmiany swojego życia. Nie było to łatwe, bo bezdomnym jest dobrze tak jak jest – oni nie chcą żadnych zmian. Streetworkerzy są jednak zupełnie inaczej odbierani niż pracownicy MOPS-u. To im często ufają, dając się przekonać do innego życia.

– Odkąd pracują streetworkerzy sytuacja bardzo się poprawiła. Zmniejszyła się liczba osób bezdomnych w naszym mieście, są lepiej monitorowani i w porę reagujemy, gdy widzimy pogarszanie się ich stanu zdrowia. Pracownicy socjalni dotychczas docierali do osób, które wykazywały gotowość na zmianę i to im udawało się pomóc, problem był zawsze z tymi osobami, które nie dopuszczały do siebie myśli o innym życiu – mówi Joanna Kwaśniewska.

Bezdomni zamieszkują różne miejsca w naszym mieście. Przeciętny człowiek nie zwraca uwagi na punkty, w których mogą mieszkać. Domki działkowe to jak na środowisko bezdomnych luksusowe lokum, mają tam ciepło i wnętrza są bardzo czyste i zadbane. Jednak są lokalizacje, które od zawsze były problemem na mapie bezdomności w naszym mieście. Najbardziej niebezpiecznym miejscem koczowania jest ruina spółdzielni inwalidów im. Braille’a.

– Ten pustostan jest wiecznie zajęty przez bezdomnych. To newralgiczne, niebezpieczne miejsce, zwłaszcza piwnica – mówi Joanna Kwaśniewska.

Dla Anety i Daniela nie ma miejsc, do których by nie poszli. Zostali zaakceptowani w środowisku bezdomnych, odwiedzają ich regularnie i obserwują, czy z ich zdrowiem jest wszystko dobrze. Stali się dla nich bliscy, bywają poklepywani przez nich po ramieniu, jakby to oni potrzebowali pocieszenia. Do takiego stopnia zostali zaakceptowani, że osoby, które postanowiły zmienić swoje życie, nie chcą tracić kontaktu z Anetą i Danielem. Jak podkreślają Streetworkerzy, to praca, która uczy pokory, bo nigdy nie wiemy, kto i kiedy znajdzie się na miejscu bezdomnego.

4 KOMENTARZE

  1. Ciekawy artykuł. Brakuje mi w nim jednak skąd się ci streetworkerzy znaleźli. Czy rozpoczęli swą pracę na zasadzie „słuchaj no, a może byśmy tak sobie w czasie wolnym połazili po ulicach, altanach i pustostanach wśród bezdomnych?”. Czy zostali przez jakąś instytucję państwową skierowani, bądź poproszeni o krzątanie się wśród bezdomnych? Czy to jest czysty wolontariat, czy jednak jakieś profity z niego otrzymują?

  2. Człowiek to brzmi dumnie, podziwiam i cenię i nie ważne czy za profity czy nie, praca nie policzalna a widać, że wkładają w to serce. Oby więcej takich ludzi jak Pani Aneta i Pan Daniel.

Skomentuj

Udowodnij, że nie jesteś robotem i rozwiąż zadanie :) *