Rodziców Łucji nie stać już na codzienne dojazdy do córeczki. Akcja pomocowa na Facebooku

3

Mała Łucja, która przyszła na świat w wyniku feralnego porodu, dzielnie walczy o swoje zdrowie. Rodzicie chcą być przy niej codziennie, niestety, już nie mogą sobie na to pozwolić. Pokonują 100-kilometrową trasę z Kędzierzyna-Koźla do szpitala w Opolu i z powrotem. Takie codzienne wyprawy nadszarpnęły ich i tak skromny budżet domowy. Pomóc postanowili ludzie dobrej woli i zorganizowali wyjątkową akcję na Facebooku.

Ostatnie miesiące są dla rodziców Łucji bardzo trudne. Ich córeczka urodziła się z zerową skalą Apgar. Dopiero po reanimacji powróciły funkcje życiowe, jednak stan dziecka był krytyczny. Rozpoczęła się walka o życie Łucji, mijały godziny, dni, tygodnie. Siły młodym rodzicom dostarczała tylko wiara w poprawę stanu zdrowia dziecka. Na szczęście pojawiały się iskierki nadziei. Wczoraj dzielna dziewczynka została odłączona od respiratora, oddycha samodzielnie.

– Cieszymy się z tego powodu bardzo. Za nami doba, gdy Łucja samodzielnie oddycha. Dodaje to nam otuchy i wiary – mówi Mateusz Kornak, ojciec Łucji.

Rodzicie chcą być przy córce jak najczęściej, jednak obecnie mogą pozwolić sobie na wyjazdy do szpitala tylko co drugi dzień. Pokonywanie codziennie 100-kilometrowej trasy do szpitala w Opolu bardzo nadszarpnęło skromny budżet rodziny. W tym wszystkim, co ich spotkało, są zupełnie sami. Nie otrzymali żadnego wsparcia finansowego, a teraz jest ono dla nich bardzo istotne.

Historia małej dziewczynki i ciężka sytuacja finansowa jej rodziców, zmotywowała do działania dwójkę mieszkańców Kędzierzyna-Koźla: Justynę Miraszewską i Tobiasza Rebeczko. Postanowili zorganizować zbiórkę bonów na paliwo dla rodziców maleńkiej Łucji. Na portalu społecznościowym Facebook utworzyli wydarzenie i już godzinę po opublikowaniu znalazło się ponad 40 osób chętnych do pomocy rodzinie.

– To naturalna rzecz pomóc, zwłaszcza, jeśli ci ludzie zostali tak naprawdę pozostawieni samym sobie. Nikt póki co im nie pomógł im finansowo. Jestem mile zaskoczony odzewem, tak wiele osób do mnie pisało, że nie nadążam z odpisywaniem. Jednak teraz jest to dla mnie priorytet, całe swoje siły zbieram na pomoc tej rodzinie. Nie  mogę sobie wyobrazić sytuacji, że nie mogę odwiedzić mojego dziecka w szpitalu, bo nie mam na paliwo. Pomoc powinna do nich trafić jak najszybciej – mówi Tobiasz Rebeczko.

– Rodzice mają ograniczone finanse, strony ze zbiórką pieniędzy odciągają sobie podatek. Więc pomyśleliśmy, że to dobry pomysł, aby przekazać bezpośrednio bony podarunkowe. Teraz liczy się tylko to, aby rodzicie mogli być jak najbliżej Łucji – mówi Justyna Miraszewska.

Inicjatorzy akcji apelują, aby wysłać rodzinie kartkę świąteczną z zakupionym na dowolnej stacji bonem podarunkowym. O adres prywatny rodziców należy pytać Justynę Miraszewską i Tobiasza Rebeczko, kontaktując się z nimi na ich profilach na facebooku. Więcej informacji na stronie www.facebook.com/events/1197291443705539/

3 KOMENTARZE

  1. W KAŻDYM SZPITALU LUDZIE UMIERAJĄ TAK JAK I W DOMACH.W NASZYM SZPITALU NIE JEDNO ŻYCIE ZOSTAŁO URATOWANE, NIE JEDNA OSOBA ZOSTAŁA ZDIAGNOZOWANA BY MOGŁA PODJĄĆ DALSZE LECZENIE
    LUB TEŻ NIE ,NA WŁASNĄ PROŚBĘ.

Skomentuj