Radny chce ubierać dzieciaki i tak zniechęcić je do picia. „Trzeba stworzyć modę na trzeźwość”

2
Tak mogłyby wyglądać bluzy z programu "Siła w trzeźwości". Obok pomysłodawca Ryszard Masalski.

Autor pomysłu „altanek azylków” dla osiedlowych pijaczków, który niedawno głośnym echem odbił się w całej Polsce, niestrudzenie od lat forsuje swój program „Siła w trzeźwości”, który ma być receptą na powstrzymanie szerzącego się wśród młodzieży alkoholizmu. Diagnoza Ryszarda Masalskiego jest zatrważająca.

Podejściu radnego miejskiego Ryszarda Masalskiego do kwestii spożycia alkoholu trudno zarzucić szablonowość. Z jednej strony proponował niedawno, by stawiać w mieście „altanki azylki”, w których osiedlowe pijaczki mogłyby oddawać się nałogowi, nie kłując przy tym w oczy pozostałych. Jednocześnie radny Masalski od lat niestrudzenie forsuje swój program „Siła w trzeźwości”, który jest zbiorem pomysłów na walkę z alkoholizmem wśród dzieci i młodzieży. Pierwsza wersja dokumentu pojawiła się już w 1998 roku. Według radnego problem był i nadal jest poważny.

– Coraz więcej coraz młodszych ludzi przesiaduje w parkach z alkoholem w ręku. To świadczy o tym, że dotychczasowa praktyka antyalkoholowa jest nieskuteczna. Zamiast ograniczać problem, staje się on coraz bardziej widoczny – na ostatniej sesji rady miasta przekonywał Masalski.

Radni obradowali nad projektem uchwały jego autorstwa wprowadzającym program „Siła w trzeźwości”. Ryszard Masalski nie ma najlepszego zdania o prowadzonych dziś działaniach antyalkoholowych opartych na świetlicach socjoterapeutycznych. Jego zdaniem są one skierowane głównie do osób już uzależnionych lub pochodzących z rodzin z problemem alkoholowym.

– Jest konieczność poszerzonego podejścia do zlikwidowania źródeł alkoholizmu. Te źródła to moda panująca wśród młodzieży na spożywanie alkoholu związana również ze środowiskową presją, która to narzuca. A nikt przecież nie chce być wykluczony z grupy. A zatem trzeba stworzyć modę na życie w trzeźwości – dedukuje radny Masalski.

Program radnego zakłada szerokie finasowanie różnych przejawów aktywności młodzieży. Jeśli zostanie im zorganizowany czas, dedukuje Ryszard Masalski, nie będzie czasu na nudę, która zachęca do sięgnięcia po alkohol i inne używki. Radny proponuje także, by młodzieży uczestniczącej w programie rozdawać bluzy i naszywki z hasłami antyalkoholowymi.

– Ich noszenie ma być powodem do dumy, a picie alkoholu do wstydu. Nic nie ma złego w tym, by treści pożądane były elementem ubioru młodzieży – argumentował radny w odpowiedzi na zarzut, że takie „etykietowanie” młodych ludzi może być nieetyczne.

Realizacja programu radnego Masalskiego byłaby kosztowna. Jak oszacował urząd miasta, to aż 7,5 mln zł rocznie – jeśli miałby objąć wszystkich uczniów podstawówek i gimnazjów. Tymczasem dochody gminy z pozwoleń na sprzedaż alkoholu (pieniądze przeznaczane na zapobieganie alkoholizmowi) to tylko 1,3 mln zł. Radny Masalski zaproponował więc, by w pierwszej kolejności jego program realizować w wersji pilotażowej (za 1,5 mln zł) ograniczonej do wybranej grupy uczniów, a jeśli przyniesie zamierzone rezultaty, rozszerzyć go na pozostałych.

– Jeśli teraz oduczymy młodych ludzi picia alkoholu, za kilka lat nie będziemy mieli problemu z osobami pijącymi w miejscach publicznych. Gdyby wtedy, w 1998 roku, program został przyjęty, dziś na naszych ulicach nie widzielibyśmy ludzi pijanych – wyrokuje Ryszard Masalski.

Jego entuzjazmu nie podzielił zarówno urząd miasta, jak i prawie wszyscy radni. Niektórzy nie zostawili na programie suchej nitki.

– Sama idea programu być może jest właściwa, natomiast wydaje mi się, że stygmatyzacja młodych ludzi bluzami i naszywkami będzie dla nich wielkim obciachem i chociażby dlatego zostanie on przez nich odrzucony. Nie wyobrażam sobie, bym miała zmusić do tego moje dzieci. Ale to właśnie po naszej stronie, rodziców i wychowawców, jest uzmysławianie młodym ludziom, że życie bez alkoholu jest dużo ciekawsze. Wydaje mi się, że przynosi to efekty. Nie trzeba od razu wydawać milionów – uznała radna Katarzyna Dysarz.

Równie kategoryczna była radna Ewa Czubek.

– Wydaje mi się, że problem alkoholizmu wśród dzieci i młodzieży nie jest aż tak drastyczny, jak widzi to radny Masalski. Ten program to abstrakcja. Młodzież nie będzie chciała brać w tym udziału, a tym bardziej nosić tych bluz – uznała radna Czubek.

– Bardzo niewielki odsetek młodych ludzi jest alkoholikami, ale wielu z nich sięga po alkohol – zdiagnozował z kolei radny Rafał Olejnik. – Ten program przypomina jednak trochę religijne nawracanie. Nie sądzę, by poza jego autorem znalazło się więcej osób, które chciałby z równą pasją go realizować. Natomiast szczególnie część poświęcona aktywizacji młodzieży jest słuszna. Ale czy musi to odbywać się w ramach programu, skoro od dawna takie działania są prowadzone, chociażby poprzez udostępnianie kolejnych obiektów sportowych na osiedlach? – pytał.

Przynajmniej na razie dzieciaki nie przekonają się, jak nosiłby się bluzy ze sloganami antyalkoholowymi Ryszarda Masalskiego. Program został odrzucony głosami prawie wszystkich radnych. Za głosował tylko sam pomysłodawca.

2 KOMENTARZE

Skomentuj

Udowodnij, że nie jesteś robotem i rozwiąż zadanie :) *