Położne w prokuraturze. Policja w szpitalu. Coraz poważniejsze następstwa dramatycznego porodu

0
Zdjęcie podglądowe.

Wracamy do sprawy dramatycznego porodu w szpitalu w Kędzierzynie-Koźlu. Komisja powołana do sprawdzenia poprawności procedur medycznych podczas dramatycznej nocy nie stwierdziła nieprawidłowości. Jednak pytanie, dlaczego mała Łucja urodziła się w stanie śmierci klinicznej, nadal pozostaje bez odpowiedzi. Sprawa ma jednak ciąg dalszy. Położne pracujące feralnej nocy na porodówce zgłosiły się do prokuratury, gdzie przedstawiły swoją wersję wydarzeń. Twierdzą, że dokumentacja medyczna została zmanipulowana.

Sprawę porodu małej Łucji po interwencji rodziców opisaliśmy jako pierwsi jeszcze w październiku.

Czytaj: Rodzice małej Łucji oskarżają personel porodówki. Dziewczynka walczy o życie

Czy na kozielskiej porodówce doszło do zaniedbania? Kto ponosi odpowiedzialność za to, co wydarzyło się 24 października podczas porodu Magdy Wiśniewskiej? Czy można było uniknąć dramatu? Na te pytania wciąż brak jednoznacznej odpowiedzi. Za to narastają spekulacje, a atmosfera wokół oddziału mocno się zagęszcza.

Położne zgłosiły się do prokuratury, sugerując, że dokumentacja medyczna opisująca poszczególne etapy porodu została zmieniona. Organy ścigania zajęły się sprawą.

– Położne zasugerowały pewne sytuacje, zgłosiły się do prokuratury i chciały, aby nieco szerzej spojrzeć na sprawę. To było powodem wtorkowych (13 listopad –red.) czynności policyjnych pod nadzorem prokuratora w kozielskim szpitalu – podkreśla Eugeniusz Węgrzyk, prokurator rejonowy.

Dyrekcja szpitala informuje, że komputery położnych sprawdziła firma zewnętrzna i nie stwierdziła, aby ktoś inny logował się do systemu poza położnymi.

– We wtorek pojawili się policjanci z żądaniem wydania dokumentacji w wersji elektronicznej, które oczywiście zostało spełnione. Nie wiem, jaka była ku temu podstawa. O tym, że są jakieś podejrzenia manipulacji w dokumentacji dowiedziałem się na spotkaniu, które z inicjatywy personelu odbyło się w ubiegłym tygodniu. Zleciłem informatykom, aby sprawdzili, czy coś się działo z dokumentacją medyczną. Pomiędzy godziną przyjścia pani Wiśniewskiej do szpitala, a 13.20, rzeczywiście pliki były uzupełnianie. Jest to normą, ponieważ opisywano przebieg porodu. Dokonywane było to przez osoby logujące się jako położne, posługujące się hasłami położnych i ze stanowisk komputerowych położnych. Nie było ingerencji osób innych niż położne. Sam stworzyłem taką procedurę, która nie pozwala informatykom ze szpitala sięgać aż tak głęboko do systemu. Robi to firma, która jest producentem tego oprogramowania i to oni przekazali nam taką informację – informuje Marek Staszewski, dyrektor SP ZOZ w Kędzierzynie-Koźlu.

– Od czterech lat informowałem na każdym spotkaniu, że niedopuszczalne jest pozostawianie komputerów niewylogowanych i niedopuszczalne jest przekazywanie loginów i haseł do logowania się komukolwiek. Nie mam jednak pewności, czy ktoś się za kogoś nie zalogował – dodaje.

Jak podkreśla dyrektor, zespół powołany przez szpital nie stwierdził żadnych nieprawidłowości w przestrzeganiu procedur medycznych podczas porodu Magdaleny Wiśniewskiej.

–  Zespół kontrolujący to, co się stało feralnej nocy na podstawie informacji uzyskanych z systemu, czyli dokumentacji medycznej, oraz rozmów z personelem, nie wykazał nieprawidłowości. Komisja nie była powołana po to, aby stwierdzić, czy ktokolwiek zawinił, tylko sprawdzić, czy personel postępował zgodnie z procedurami. Jesteśmy szpitalem drugiego poziomu referencyjnego. W trakcie każdego dnia pracy na oddziale ginekologiczno-położniczym jest minimum dwóch lekarzy, w tym jeden lekarz specjalista. Gdy pacjentka jest przyjmowana na oddział, odpowiedzialność za przebieg porodu bierze na siebie położna. Wiec to było już ponad standard. Dodatkowo były zrobione przynajmniej dwa badania USG i co godzinę, półtorej KTG. Krytycznym momentem jest tych 8-10 minut, kiedy spada tętno córeczki pani Wiśniewskiej i przystąpiono do cesarskiego cięcia  – ocenia Marek Staszewski.

Sprawę dramatycznego porodu bada kozielska prokuratura. Jak poinformował Eugeniusz Węgrzyk, na chwilę obecną zebrana została dokumentacja medyczna i inne dane ze szpitala.

– Teraz będzie musiał wypowiedzieć się ekspert, a w dalszej kolejności będą odbywały się czynności związane z przesłuchiwaniem osób w charakterze świadków. Oczywiście po wydaniu postanowienia przez sąd, ponieważ sprawa dotyczy kwestii objętych tajemnicą lekarską. To skomplikowane postępowania i trwają długo – dodaje.

Mała Łucja wciąż jest pod specjalistyczną opieką w szpitalu. Nie wiadomo, jak będzie wyglądało życie dziewczynki po tak silnym niedotlenieniu mózgu. Rodzicie są przekonani o winie personelu i domagają się wyciągnięcia konsekwencji.

Skomentuj